Dzień pięćset sześćdziesiąty – 05.04.2020
Wielki dzień. Zachęceni tym że naprawdę są tu rybacy, a skoro są rybacy to muszą być ryby, wzięliśmy sobie za punkt honoru złapania jakiejś… To znaczy oczywiście mój mąż się za to zabrał. Przecież nie ja… Dziś Krzysztof przygotował sobie wędkę, odciął co tam było zbędne, na gumową rybę nic się tutaj nie złapie. Tu przy brzegu nie ma takich drapieżników. Ale jak założy się haczyk z fragmentami kurczaczka, do tego ciężarek, to już się pięknie dwie rybki, w miarę szybko złapały. Niestety z kolejną próbą zarzucenia ciężarek urwał i żyłkę i haczyk. Ale rybki…pyszne… Tylko mało…
——————————–







