aaaaa010

Kolumbia – Dzień 561

Dzień pięćset sześćdziesiąty pierwszy – 06.04.2020

Dziś zapłaciliśmy za camping za cały miesiąc stania tu. Czyli od 19 marca do 18 kwietnia. Nadpłaciliśmy jakiś czas do przodu, bo wiemy, że nigdzie się nie wybieramy… Trochę nie mamy wyjścia i musimy tu siedzieć. Dzień dziś minął całkiem szybko i spokojnie. Było trochę słońca, więc rano postanowiłam wyprać nasz „dywan” z auta, który jest po prostu grubym, wielkim ręcznikiem. Niestety, po południu bardzo się zachmurzyło zaczęła padać. Nawet dosyć intensywnie. Do tego stopnia, że wieczorem musieliśmy zwinąć boczną osłonę przeciwsłoneczną. Baliśmy się, że za dużo wody będzie się na niej zbierać  może się coś urwać od ciężaru.

W ciągu dnia smażę banany, bo bardzo je lubię. Dużo tu bananów, a właściciel częstuje nas za każdym razem. To raczej takie banany do smażenia,  choć zależy od odmiany.

————————–