Kolumbia – Dzień 619

Dzień sześćset dziewiętnasty – 03.06.2020

Dziś środa, a póki co jak wiadomo, środa to nasz dzień na „wielkie wyjście na miasto” i niestety jak do tej pory nie nadużywamy tego „przywileju” za bardzo i wychodzimy właśnie tylko w środy raczej. Mamy odpowiednie cyferki w paszporcie na końcu numeru, wiec wchodzimy do wielkopowierzchniowych sklepów bez problemu. Słuchy dochodzą, że prezydent chce powoli poluźniać, burmistrzyni Bogoty mówi, że „po moim trupie” i tak trwają polityczne przepychanki.. Chyba żaden kraj nie jest od tego wolny. Ale nic to, dajemy radę.

i nie ma lepszego chlebka niż ten...
i nie ma lepszego chlebka niż ten…

Na pierwszy ogień poszła wizyta w bankomacie. To już prawie miesiąc odkąd jesteśmy na nowym mieszkaniu i niestety nadszedł czas kolejnej płatności. Zatem wybieramy maksymalne sumy z limitu jaki dopuszcza bankomat. To akurat tyle, że wystarczy na kolejny miesiąc wynajmu. No cóż, za wiele jednak na mieście mian nie ma. Znaczy są zmiany na lepsze, ale do normalności jednak jeszcze daleko. Fakt, że przed naszym sklepem była dłuższa kolejka aut, a w środku już większość miejsc parkingowych zapełniona. Jednak ciągle prawie 100% osób chodzi w maseczkach. W głośnikach sklepowych „zachęcają” do trzymania 2 metrów odstępu między osobami. A na wejściu ciągle sprawdzają temperaturę… Ciekawe co by było gdyby okazało się że mam kilka kresek więcej niż normalnie ;)?

środa - więc wszystkie grzeczne dziewczynki dostają ceviche z camarones, czyli z krewetek... i umieram z rozkoszy...
środa – więc wszystkie grzeczne dziewczynki dostają ceviche z camarones, czyli z krewetek… i umieram z rozkoszy…

Finalnie zrobiliśmy spokojnie zakupy. Nawet uzupełniliśmy zapasy jednego leku, który w Polsce jest na receptę, a tu od ręki i na dodatek kilkadziesiąt PLN tańszy. Niestety nie miłym akcentem dla kieszeni będzie kolejna już naprawa jednego z naszych telefonów. Ponownie jesteśmy zmuszeni go naprawiać, bo mamy na nim wszystkie aplikacje do nawigacji, mapy i używamy go do latania dronem. Namierzyliśmy faceta przez numer telefonu który posiadamy jeszcze z naprawy poprzednio komputera. Warsztat co prawda w centrum handlowym ma jeszcze zamknięty, ale podjechaliśmy do niego pod dom i na poczekaniu zweryfikował co i jak. Niestety od ręki nie udało się awarii usunąć chociaż była mała nadzieja. Jesteśmy umówieni na jutro, na odbiór, jeśli uda mu się go skończyć. Zatem jutro mamy być może kolejne wyjście w miasto…

dav

Nasza koleżanka Anna, którą może kojarzycie bo kiedyś się spotykaliśmy podczas tej podróży, jest na północy Meksyku. Tam też jakoś nie jest dużo lepiej niż u nas i również czeka na podjęcie decyzji co robić dalej. Niestety nie jesteśmy całkowicie wolni. I nasze decyzje, są ściśle związane z sytuacją na świecie i możliwością, lub właśnie nie możliwością przemieszczania się. Dla nas to główne i jedyne ograniczenie. Oczywiście jest jeszcze kwestia bezpieczeństwa. Ale to akurat zawsze bierzemy pod uwagę i jest naszym priorytetem, aby się nie narażać. Ostatnim aspektem jest kasa. No bo pomijając wszystko bez kasy nie da się zrobić nic, albo prawie nic. Jesteśmy pragmatyczni w tej kwestii i liczymy każdą złotówkę, dolara, czy inną walutę jaką mamy do dyspozycji. Jednak zasoby nie są nieskończone i musimy liczyć się z nimi. A w kontekście planów dojechania do USA, jest to główne ograniczenie w tej chwili…

 

———————————-