Kolumbia – Dzień 653

Dzień sześćset pięćdziesiąty trzeci – 07.07.2020

I można by powiedzieć, a raczej napisać, że dziś był dobry dzień. A w zasadzie nawet idealny. Tak przynajmniej się zaczął. Przez większość jego trwania nawet pogoda była sprzyjająca. Znaczy się delikatne chmury, ale nie jakieś złowieszcze, żeby miało być groźnie. Bo w Ameryce Południowej burze i nawałnice potrafią siać zniszczenie. Ale nie tym razem spokojnie. Do południa słońce skrywało się za nimi i nie dawało tak mocno w kość…

My też za bardzo nie dawaliśmy sobie w kość … ;). Aż tu potem niebo zaciągnęło się i okoliczności zaczęły się zmieniać. Całkiem znienacka zza dachu naszego budynku przyszła prawie jednorodna ściana deszczu. Pociemniało i w kilka minut ulice zmieniły się w małe rzeczki. Woda nie nie mając ujścia zaczęła wypełniać zagłębienia. Życie na ulicach jakby zamarło w oczekiwaniu na poprawę i lepsze czasy. Ciekawe czy pogoda może fizycznie wpływać na żyjące organizmy…?

————————————