Para w Kolumbii w Defenderze

Kolumbia – Dzień 670

Noc minęła jakoś lekko nerwowo. Nie żebym to specjalnie odczuwał, ale ze dwa razy się budziłem, ręka trochę dokuczała. Ale może to był taki stres przed czekającą nas wizytą w szpitalu.Nie wiadomo. Rano okazało się, że wszystko jest OK. Tylko trochę gorąco i klima chyba spowodowała lekki ból w kościach i zaczerwienione gardło… No tak, jakby tego było mało. Bo gardło nie moje, tylko Izabeli…

Ale zebraliśmy się jakoś i pojechaliśmy drugi raz w tym tygodniu na miasto. Placówka do której mieliśmy się udać była nowym miejscem. Wcześniej tu nie byliśmy. Ale kilka minut szukania i pomoc nawigacji w telefonie zaprowadziło nas do środka małej poczekalni. W środku było już z 6 osób. Przeszliśmy procedurę odkażania. Najpierw mycie butów w specjalnym płynie, potem mierzenie temperatury i wpisanie się na listę pacjentów.

Poczekalnia w szpitalu w kolummbii

Potem zasiedliśmy w mroźnej poczekalni, bo klimatyzacja była ustawiona na największe chłodzenie….

Finalnie weszliśmy do gabinetu i właściwie nic więcej… To znaczy okazało się, że to kolejna konsultacja, a nie zabieg… Nie wiem kto dał „ciała”, czy nasza agencja czy tu w Kolumbii. Jednak dowiedzieliśmy sie o kolejnych ewentualnych możliwych opcjach i dostaliśmy następne papiery. Teraz znowu czekam po ich wysłaniu na decyzję z Polski co dalej…

Na powrocie dokupiliśmy jeszcze kilo cytryn i kilka czosnków do kurowania się przez weekend…

Dzień sześćset siedemdziesiąty – 24.07.2020

———————————