854. Kolejny tydzień czas zacząć

854 dzień wyprawy

I zaczęło się. Rano rynek, niewiele się dzieje, wieczorem jedziemy na Playas. Czas dopilnować paru spraw by móc pewne rzeczy popchnąć do przodu. Cały czas szukamy przyczepki, ale ciągle bez skutecznie. Nie ma.

Playas de Tijuana? To miejsce, gdzie dzień zaczynasz od tacos z rybą, a kończysz, siedząc na murze granicznym i słuchając mariachi, który gra na przekór wszystkim urzędnikom imigracyjnym świata.

852. Sobotnie poruszenie

852 dzień wyprawy

Meksykanie to osobny świat. Kolorowy, głośny, chaotyczny. Z jednej strony potrafią być serdeczni i pomocni, z drugiej – czasem mam wrażenie, że logika zostaje w domu, a na budowie, ulicach czy sklepach rządzi… improwizacja. I to nie ta dobra, artystyczna – tylko taka, że łapiesz się za głowę, bo nikt nic nie notuje, wszystko „jakoś będzie”, a jak się zawali, to dopiero się zobaczy.

848. Wylot do Meksyku

848 dzień wyprawy

Budzimy się rano blisko lotniska. Zwyczajem stało się już, że w przeddzień wylotu nocujemy u Wiesi i Daniela. Tak samo jest też i tym razem. Przyjeżdżamy do nich w poniedziałek wieczorem, jemy pyszny obiad (uwielbiam tą kiszoną przez Wiesławę kapustę), obżeramy się lodami i spędzamy super czas.

817. Przylatujemy do Polski

817 dzień wyprawy

Męcząco. Nie ma nic z radości, że lecimy. Ona przyjdzie później. Na razie po całej nocy i 11 godzinach w powietrzu lądujemy w Amsterdamie. Dodatkowo dotyka nas 8 godzinna różnica czasu pomiędzy oboma kontynentami. Jesteśmy mocno zmęczeni… Chyba już nie to zdrowie i kondycja na takie loty przez ocean…

Próbujemy sobie załatwić wcześniejszy lot do Gdańska.

Podróże to nasza pasja

Napisz do nas
Facebook
YouTube