755. Niedzielne igraszki

755 dzień wyprawy

W niedzielę trochę leniwie. Coś gotuję, Krzysiek wypoczywa trochę, spacery z Alusiem. takie tam niewielkie aktywności. Odpoczywamy.

Piękna pogoda dzisiaj, dużo słońca, nakręcam znowu Walczaka by przyjechał do nas na Baja, ale w ogóle nie chce. W ogóle nikt tu nie chce przyjechać a mnie trochę dziwi dlaczego.

754. Oddech i cisza od strony oceanu

754 dzień wyprawy

Chciałoby się napisać, że cisza i spokój w sobotę, ale nie, ogromne urwanie głowy bo z samego rana muszę jechać do Iwony obciąć jej włosy. Dziś jadą na narty, my zostajemy z Alusiem. To trochę dla nas męczącę, zwłaszcza że trzeba dopilnowywać i organizować wszystko na budowie, bo ciągle jeszcze sporo zajęć.

753. Kupiliśmy bilety do Polski

753 dzień wyprawy

Udało się. Po wielu perturbacjach kupiliśmy w końcu bilet do Polski. Trochę to trwało ale finalnie lecimy w czerwcu liniami KLM do Polski.

Krzysztof specjalnie wyciągnął komputer i usiadł w „salonie” u Diane… z widokiem na ocean…

Od dłuższego czasu przymierzałam się do upna ale nie było to taie proste, bo trzeba było podjąć decyzję, którego dnia, na jak długo, czy na trzy tygodnie, czy na cztery, kiedy dokładnie i skąd… Ale nie po to wylatywaliśmy z San Diego do Cabo, żeby teraz wylatywać ze Stanów do Polski (uprzednio tam wjeżdżając) no i nie chcemy do stanów przylatywać… Skomplikowane..

750. Pasta y Basta

750 dzień wyprawy

Poniedziałek minął szybko a dziś już wtorek. Nie wiadomo kiedy czas zasuwa. Dużo się dzieje znowu. Dzisiaj przyjechał facet od drzwi, od balustrad od szaffy na wino i takie tam atrakcje. Po południu Iwona zaprasza nas do Pasta y Basta na pizzę steaka, Carpaccio.

748. Trochę jakby lepiej

748 dzień wyprawy

Chorujemy. Mnie się troszkę polepsza. Wczoraj cały dzień spaliśmy, prawie. Krzysiek pojechał zrobić zakupy. Dzięki bogu mamy dżonka, to możemy się nim trochę przemieszczać. Coraz bardziej sensowny wydaje się zakup małego auta, żeby go ciągnąć za Luisem…

16.03.2025

747. Chorujemy

747 dzień wyprawy

Siedzimy w Luisie. Chorujemy. Ja dziś kryzys mam kaszlę bardzo. To jakiś pomylony wirus. Krzysiek pojechał na zakupy i robi rosół. Naprawdę szkoda słów, na te wirusy. I najgorzej, że człowiek nie jest w stanie się od nich uchronić.

746. Żegnaj Cabo

746 dzień wyprawy

Dziś wracamy do Tijuany. Wstajemy ale niemrawo Ja się czuję podle, Krzysiek też nie najlepiej. Nie wiadomo kto gorzej. Kaszel jest spory i katar nieubłagany. Jamy śniadanie w hotelu i wyjeżdżamy do wypożyczalni oddać auto i potem na lotnisko.

Podróże to nasza pasja

Napisz do nas
Facebook
YouTube