626. Tomahawk

626 dzień wyprawy

Oprócz codziennych obowiązków dzisiaj prawdziwa uczta. Jadę z Iwoną do Tijuany spróbować spektakularnego steka. Dojrzałe Rib Eye, idealnie marmurkowe z całym żebrem, z pieczonymi ziemniakami, papryką nadziewaną serem Oaxaca, cebulką i ostrym chili. Do tego pyszne guacamole.

Nie może się obyć bez sosów i pysznej pasty z fasoli (frijoles)
Kelner polewa masłem, podgrzewając je jednocześnie palnikiem umieszczonym na niewielkiej butli z gazem
tomahawk w całej okazałości
Gotowe..

623. Rutyna i powtarzalność

623 dzień wyprawy

Nie ma nic lepszego niż swoista rutyna. A poranne (tudzież o innej porze dnia) ćwiczenia fizyczne są najlepszą rutyną, jaką znam. Na nowym miejscu, na starej karimacie, kręcę oberki, to znaczy przysiady, skłony i inne rzeczy.

Zwykle robię cały zestaw z Chodakowską, ale często nie stać mnie na nic innego, niż powolne rozciąganie się.

617. Pierścienie to nie żarty

617 dzień wyprawy

Gdy oglądałam na targowisku pierścienie, wydawało mi się to przewrotnie śmieszne i nie dowierzałam, żeby któryś facet, meksykanin, mógł to nosić na palcu. Ale dziś cofam wszystko, bowiem poznałam mężczyznę narodowości meksykańskiej, którego dłonie mnie zafascynowały i musiałam po prostu zrobić foto, by to udokumentować.

Podróże to nasza pasja

Napisz do nas
Facebook
YouTube