526 dzień podróży
Co tu dużo mówić, takie wtorki to ja lubię. Rano wyekspediowałam męża na Playas, potem kawka, potem intensywne ćwiczenia. Przerzuciłam się na turbo spalanie, ale i tak robię tylko pół programu, bo więcej po prostu nie mam siły.
526 dzień podróży
Co tu dużo mówić, takie wtorki to ja lubię. Rano wyekspediowałam męża na Playas, potem kawka, potem intensywne ćwiczenia. Przerzuciłam się na turbo spalanie, ale i tak robię tylko pół programu, bo więcej po prostu nie mam siły.
525 dzień wyprawy
I znowu nowy tydzień. W poniedziałki tradycyjnie w Playas de Tijuana jest targ uliczny. Przez ponad dwa kilometry po obu stronach ulicy ciągną się tymczasowe stoiska, na których sprzedają może śmieci. Oprócz paru stoisk z warzywami i owocami, a także ze sprzętem mechaniczno elektrycznym na potrzeby majsterkowania czy budowania, reszta kramów to ciuchy, często używane, i tak zwane mydło i powidło..
524 dzień wyprawy
Niedziele są urocze ostatnimi czasy. Niby długo śpimy, ale to nie do końca prawda. Po prostu nie zrywamy się z łóżka, tylko polegujemy trochę dłużej. Potem kawa (Krzysiek siemię), potem śniadanie, a ja ćwiczenia. Intensywnie kiler niedzielny z Ewą Chodakowską, potem już same przyjemności.
523 dzień wyprawy
Soboty sa też bardzo wyczerpujące, bo do 12 robota wre, potem szybka wypłata dla wszystkich ludzi i powrót do domu. Aaaa i jeszcze do ferreteria trzeba podjechać i uregulować należności. Tam znowu z pół godziny rozmów, żeby ustalić co będziemy i jak potrzebować w przyszłym tygodniu.
522 dzień wyprawy
Cały dzień palące słońce. A czasem aż trudno się schować bo nie ma gdzie. Odwiedziliśmy dziś na pół godziny Rosjan, którzy mieszkają blisko budowy. Tak, trochę z ciekawości, trochę dla towarzystwa, trochę dla konwersacji po angielsku, a nie ciągle po hiszpańsku, czy polsku…
Ciekawe..
521 dzień wyprawy
To niesamowite jak czas przyśpieszył. Już pierwszy sierpnia, do wyjazdu w zasadzie tylko 30 dni. Tak właśnie lubię myśleć… Z każdym dniem coraz bliżej do spotkania z rodziną.
Dni pędzą szybko, mijają na obserwowaniu rzeczywistości na budowie i dookoła Playas de Tijuana, a zwłaszcza w tej części, gdzie jest budowa.
520 dzień wyprawy
W związku z tymi problemami żołądkowymi Krzysztofa, staramy się jeść w miarę regularnie i w miarę lekkostrawnie. Codziennie przygotowuję więc posiłki, które zabieramy ze sobą, tak by mógł zjeść regularnie w ciągu dnia. Ja korzystam z dobrodziejstwa inwentarza domowego i mam prawie codziennie na drugie śniadanie wspaniałą chia z mlekiem migdałowym 😉 razem z owocami.
519 dzień wyprawy
Co robić dalej po wczorajszej wizycie u lekarza, żadne z nas nie postawiło, zatem nie robimy nic, tylko swoje… Rano pojechaliśmy na budowę, potem znowu dużo się działo, dużo zadań, dużo innych spraw.
Na budowie jest 7 psów.
518 dzień wyprawy
Jak w każdy poniedziałek w Playas de Tijuana setki stoisk z badziewiem. Wiele stoisk z warzywami i owocami, ale w większości badziewie czyli tysiące odpadów i rzeczy z wystawek przydomowych ze Stanów. Aż czasami się chce płakać, co to ludzie zbierają z ulicy i co to potem wyprzedają.
517 Dzień wyprawy
Odpoczynek. Wymęczeni jesteśmy bardzo. Jeszcze miesiąc. Długi miesiąc przed urlopem w Polsce. 5 tygodni. Za pięć tygodni według planu będziemy w samolocie. Z drugiej strony lepiej się tak mocno nie przywiązywać do tej myśli… Oczywiście plan jest, natomiast trzeba pamiętać, że los i różne okoliczności mogą się poplątać.