image040

Peru – Dzień 399

Dzień trzysta dziewięćdziesiąty dziewiąty 27.10.2019

Ranek rozkoszny. W nocy była idealna temperatura, także wyspaliśmy się znakomicie. Nareszcie. Poza tym udało nam się w całkiem przyjemnych warunkach zjeść śniadanie, wypić poranną kawę i mogliśmy z czystym spokojem ruszyć dalej. Ciągle czas nas goni. Spieszymy się do tej granicy z Ekwadorem, żeby zdążyć przed zakończeniem pozwolenia na auto w Peru. Mamy jeszcze parę dni, ale drogi w Peru są nieprzewidywalne, wymagające, a kierowcy szaleni, bezmyślni (choć niektórzy używają słów bezmózgi lub debile). Zostańmy może przy tym, że są specyficzni, nie wspomnę o tym, że jeżdżą bez kierunkowskazów, albo notorycznie dają lewy zamiast prawego (lub odwrotnie), wyprzedzają na podwójnych ciągłych, pod górę, na zakrętach… Trochę trąbią, trochę nie. Zatrzymują się na zakręcie pod górę. I różne takie. Albo wystawiają rękę przez okno i machają dłonią, co odczytujemy jako jedźcie dalej, wyprzedzajcie mnie i takie tam… Istne szaleństwo…

image038 image035 image046 image048

Dziś oglądamy plantacje kakao. Pełno plantacji dookoła na długości około 200 km.  Cała droga, którą dziś pokonujemy usiana jest przepiękną amazońską selwą, pełno lasów, pełno, pełniusieńko. Zieloność daje mocno po oczach. Pięknie. Tereny mocno zróżnicowane, dużo gór, pagórków i wzgórz. Ładnie. Po drodze opłukujemy auto nad rzeką. Niestety, droga którą jedziemy do Tarapato jest w dosyć złej kondycji, ciągle albo spowalniacze, albo poszarpany asfalt spowodowany obsunięciami terenu, albo po prostu tereny niestabilne geologicznie i część drogi jest wyraźnie zapadnięta, lub zwężona do jednego pasa. Są też momenty gdzie jest dużo szutru, by potem z powrotem zmienić się w asfalt na kolejne 8-10 km.  Na koniec dnia dojeżdżamy do Juanjui. Nie pytajcie jak to się czyta…

—————————-