Uff. Drugi tuzin dni w podróży za nami. Dziś jeden z bardziej leniwych dni, chociaż z drugiej strony dużo zrobiliśmy. Zrobiliśmy kilka zdjęć, chociaż była straszliwa patelnia na górnym pokładzie. Poprzekładaliśmy trochę rzeczy z jednej sakwy do drugiej (że niby trochę uporządkowaliśmy). Napisaliśmy jeden artykuł/relację z podróży dla naszych patronów medialnych. I tak dzień zleciał. Upał straszliwy, jeszcze parę godzin i będziemy na wysokości Rio de Janeiro, które jak nam dziś zameldował kapitan, zostało wybrane przez internautów (Tripadvisor’a) za najlepszą destynację podróżniczą w 2013 roku.
Po południu wielkie poruszenie. Kapitan zarządził próbny alarm. Ćwiczyliśmy w prawie pełnym ekwipunku – zebraliśmy się na miejscu zbiórki, cała załoga plus pasażerowie, poubierani w kapoki i kaski. Ze sobą taszczyliśmy wielkie siaty z piankami ochronnymi. Załoga ćwiczyła gaszenie statku, a część z nich ewakuację rannego (rannej?). Potem jeszcze tylko przymiarka na sucho do łodzi ratunkowej. I już. Po wszystkim.
Chciałam trochę zdjęć wziąć od Cedrica, ale niestety, kiedy próbowałam przegrać od niego zdjęcia za pomocą pen-driva – zawirusował mi go. Po prostu nie mogę go otworzyć. Zdenerwowało mnie to okrutnie.
Jeszcze jeden, półtorej dnia i dopłyniemy do Santos. Brazylia.



