126. Dawson City czyli podróż w czasie do gorączki złota

126 dzień wyprawy

Budzimy się wyspani. Co prawda słońce jest dostyć wysoko i nieco daje zbyt dużo blasku przez te naze zasłonki w oknach, ale jest całkiem przyjemnie, nie ma wielkiego upału. Wychodzimy z auta i z uśmiechem zauważamy, że nie ma wielkich rojów komarów Trochę jest, ale bez przesady. Ruszamy w stronę asfaltu. Zostało nam 88 km. Jakoś tak jest, że droga powrotna zawsze idzie szybciej i sprawniej. Nie zatrzymujemy się co chwila, nie robimy zdjęć przy kolejnych znakach informacyjnych, tylko sprawnie dojeżdżamy do asfaltu, w miejsce gdzie zaczyna się Dempster Highway. I dopiero teraz oddychamy z ulgą, z satysfakcją i ze spełnieniem. Nie wystarczy przejechać tą drogą. Trzeba jeszcze wrócić.  Właśnie my to teraz zrobiliśmy razem ponad 1800 km przejechane jedną drogą, gdzie jest to jedyna droga w Kanadzie, która przekracza koło podbiegunowe

Na asfalcie, na skrzyżowaniu, tankujemy do pełna, paliwo sporo tańsze niż na krańcu świata w Kanadzie. Jeszcze nie jest super cena, która była w Teksasie, ale na północy już nigdzie nie będzie tak pięknie pod kątem cen paliwa…

Póki co dopompowujemy jeszcze powietrza we wszystkich kołach, bo na Dempster Higway specjalnie mieliśmy upuszczone do 1,3 atmosfery.

Jazda na asfalcie jest dla nas niezwykle przyjemna. Drobne kamyki nie uderzają już tak pod podwozie samochodu. Sprawnie pokonujemy 40 km do Dawson City.Tak urokliwego miasteczka jeszcze nie widzieliśmy. Wszystko przypomina o czasach gorączki złota, architektura, rzeka, stojący na brzegu statek Keno z łopatkowym kołem napędowym.

Chwilę odpoczywamy, nabieramy sił, ogarniamy Internet w informacji turystycznej, robimy niewielkie zakupy, bo jednak ceny produktów nada l zwalają z nóg.

Idziemy też na basen , trochę się odmoczyć, popływać (w trosce o kondycję i sylwetkę) a przede wszystkim wziąć długi, gorący prysznic i umyć wszelakie części ciała.

Potem już mała rundka po miasteczku i kierujemy się w stronę promu. Dawson położone nad rzeką Yukon, przeprawa jest krótka, parę minut. Prom jest niewielki, na parę aut. Przeprawa przez rzekę pozwala nam przedostać się na drugą stronę.

Na promie zaczepia nas chłopak (pracownik), po polsku mówi dzień dobry. Mówi że jego Ex –partnerka była z Polski, dwa razy nawet odwiedził Polskę.

To nawet miłe i ciekawe.

przekraczamy promową przeprawę na rzece Yukon

MY jedziemy jeszcze parędziesiąt kilometrów do przodu, w kierunku granicy z USA. Znajdujemy miejsce, chwilę dyskutujemy, potem znowu jedziemy dalej, finalnie znaleźliśmy dobre, zacienione miejsce na nocleg.

03.07.2023