880. Charcoal owens czyli jak w Newadzie robili węgiel drzewny

880 dzień wyprawy

Rano zbieramy się nieśpiesznie. Niby kawa, poranne strony, potem śniadanie, potem znowu akcja bo musimy przyjazd Wiesi i Daniela zaplanować, więc znowu się zastanawiamy jak do tego podejść. Już wiemy. Musimy zaplanować cała trasę, sczególnie noclegi, bo trudno bęzie nam szczególnie przy Yellowstone liczyc na dzikusa. Jenak musimy to trochę zorganizować. trochę bardzo.

Jedziemy dziś 8 mil od naszego parkingu zobaczyć ciekawe, z cegieł zbudowane w XIX wieku wypalarki węgla drzewnego. Wyplarki, czy raczej miejsca ciekawe, wysokie na 27 stóp.

W środku pustynnej Nevady, zaledwie kilka mil od miasteczka Ely, w miejscu, gdzie wiatr hula wśród jałowców, a czas jakby się zatrzymał, stoją kamienne konstrukcje przypominające… wielkie ule, albo może trochę obce statki z innego świata. To Ward Charcoal Ovens – sześć potężnych, dzwonowatych pieców z XIX wieku, które przetrwały wszystko: śnieg, ogień, dzikie konie i fotograficzne zachwyty Instagramowiczów. Kiedyś buchające ogniem – dziś milczące pomniki. Około 1876 roku, w czasie miedzianej gorączki, piece służyły do wypalania drewna i produkcji węgla drzewnego, który napędzał huty przetapiające rudę w pobliskich kopalniach. Ich kształt – przypominający gigantyczne bańki na miód – nie był przypadkowy: idealnie rozprowadzał ciepło i dym, co pozwalało uzyskać bardzo czysty, energetyczny węgiel.Każdy piec mógł przerobić aż 35 stóp drewna (ok. 10 m³) w jednym cyklu. A potem… buch! Kilka dni ognia i ciepła. Dziś – tylko ciche echo tego, co było.

Można w tym miejscu bobyć w ciszy, tej prawdziwej, pustynnej.

Nieoficjalnie mówi się, że piece były też schronieniem dla przemytników, a nawet uciekinierów. Z ich wnętrza da się szeptać, nie będąc słyszanym z zewnątrz. I odwrotnie – usłyszeć echo, którego nie wywołał nikt.

Jest coś mistycznego w tych budowlach – coś między westernem a medytacją. Jeśli kochasz Dziką Amerykę, ciszę z historią i kamień, który opowiada – to miejsce jest dla ciebie.

Trochę się wahamy, czy jednak zostawić naszego Luisa samego, ale w końcu sie odważamy. Nie możemy być przecież niewolnikiem Luisa. Albo jeździć osobno. Możemy jeździć osobno tylko wtedy, kiedy jest to wskazane.

obiad wspaniały 🙂

Na przykład Krzysiek pojechał do ELy sam, na zakupy, a ja zostałam w Luisie. Chciałabbym napisać że książkę posuwa się na przód, ale to jest naprawdę mozolne, mozolne…

26.07.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.