54. Ciągle na północ!

54 dzień wyprawy

Dziś techniczny dojazd jeszcze bliżej granicy meksykańsko-amerykańskiej. Wyruszyliśmy z motelu, który znaleźliśmy wczoraj stosunkowo wcześnie, uprzednio zjedliśmy jajecznicę. około 9.00 byliśmy już na trasie i drogą nr 57 jechaliśmy cały czas i dojechaliśmy do San Luis de Potosi. W tym dosyć dużym mieście zrobiliśmy niewielkie zakupy w sklepie Soriana, takie żeby mieć zapasy na Stany, ryż, płatki, puszki rybne i inne specjały, które mogą poleżeć w szafce. Oczywiscie nie wolno przewozić ani mięsa, ani owoców w tym awokado.

w samochodzie temperatura całkiem spora….

Minęliśmy pośpiesznie San Luis de Potosi i jechaliśmy dalej. Upał wielki, aż do Matehuala, gdzie spadł rzęsisty deszcz. Zatrzymaliśmy się w tej miejscowości szukając noclegu. Ceny nas odstraszyły, nie przystawały w ogóle do warunków norowatych pokoi. Znaleźliśmy całkiem znośny auto hotel, ale okazało się, że to hotel na godziny. za 12 godzin chcieli tyle, co normalnie powinniśmy zapłacić za cała noc.

Na północ… coraz bliżej granicy

Zjedliśmy obok Walmartu mały obiad ( o ile tak można ująć kilka placków z nadzieniem, zwanych tutaj gordita) i ruszyliśmy w kierunku Monterey, drogą nr 57. Finalnie dojechaliśmy do hotelu Dos Lunas, położonego parę kilometrów przed skrętem na droge nr 58.

Hotel słaby, prawie dwa razy droższy od wczorajszego. Ale nie ma wyjścia. Im bliżej granicy, tym ceny rosną…

22.04.2023

————————————

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.