242. Oatman i Kingman czyli kwintesencja drogi 66 w Arizonie

242 dzień podróży

Rano zbieramy się w miarę wcześnie. Kiedy słońce wyszło zza arizońskich skał, my już poranną toaletę mieliśmy za sobą. Nie żebyśmy wstawali po ciemku, ale na widok słońca trzeba było trochę poczekać, pomimo że było jasno.

W pierwszej kolejności pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka Oatman. Miejscowość ta położona jest na bezkresnych przestrzeniach pogranicza Arizony i Kalifornii i jest ciekawym miejscem, jakby z poprzedniej epoki. Przyjeżdżają tu pasjonaci drogi 66, pierwszej drodze w Ameryce, która połączyła wschodnie i zachodnie wybrzeże, a konkretnie Chicago z Santa Monica.

Był to bardzo ważny i znaczący szlak transportowy, funkcjonujący we wczesnych latach ubiegłego wieku.

Już na początku miasteczko Oatman zadziwia nas swoją architekturą. Położone niemal w sercu pustych i suchych gór wdarło się jakby siłą w ten teren. Parkujemy Defendera na głównej ulicy po której chodzą osiołki. Obecni są one atrakcją turystyczną, za kilka dolarów można kupić karmę i je karmić. Budynki to w większości drewniane konstrukcje, widać, że są już nadgryzione zębem czasu, ale trafnie oddają klimat minionych lat. W większości z domków znajdują się sklepy z pamiątkami, koszulki, kubki, chusty, breloczki i inne pierdoły.

Mijamy stary budynek więzienia przerobiony na muzeum, małą strzelnicę, zamknięte saloon’y…

Miasteczko jest małe, raptem parędziesiąt budynków. Jesteśmy w nim jednak ponad 2 godziny bo jakoś tak ciekawie tu mija czas. Jest też wiele sklepików gdzie można kupić antyki bądź po prostu stare rzeczy. Naprawdę urzeka nas to miasteczko. Poddajemy się komercyjnemu trendowi, kupujemy kubek i breloczek..

Wyjeżdżamy z miasteczka, to nie koniec atrakcji. Droga wpina się przez malownicze przełęcze, jedziemy wobec tego widokową drogą. 

15 km za Oatman zatrzymujmy się na starej, historycznej stacji benzynowej. Jest ona często obfotografowywana przez miłośników drogi 66. Obecnie tradycyjnie znajduje się tu sklep z pamiątkami i coś na kształt muzeum, czyli swoiste zgromadzenie starych rzeczy. Nie opieramy się zakupowi butelki napoju, z napisem na butelce route 66.

Po zrobieniu kilku zdjęć, ruszamy dalej. Na północ od Oatman lezy Kingman, gdzie wkrótce docieramy. To większa miejscowość, dobrze prosperująca, dosyć rozrośnięta. Znajduje się tu downtown, czyli stare miasto, brama z napisem droga 66, gdzie robimy zdjęcia, a następnie wczuwając się w klimat lat 70 idziemy do lokalnego baru. Siadamy w kultowej knajpie Mr DZ i zamawiamy typowe amerykańskie dania, czyli hamburger z frytkami… Nie powala na kolana, ale…

Miejsce to jest bardzo turystyczne, oddaje jednak klimat miejsc znanych większości z nas, z filmów. Są sofy, stoliki, wszystko w pastelowych kolorach.

W Kingman jeszcze tankujemy paliwo, bo przecież wracamy do Kalifornii, a tam paliwa są dużo droższe. Obieramy potem kierunek na południowy zachód, wzdłuż granicy Ariony i Kalifornii. Jedziemy w kierunku miejscowości Parker.  Około 18 wraz z zachodzącym słońcem wjeżdżamy na jedną z licznych dróg szutrowych i zaszywamy się w krzakach… na noc…  Bierzemy prysznic z naszego urządzenia prysznicowego, uważając na węże i pająki…

27.10.2023

————————————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.