951 dzień wyprawy
Najprzyjemniej jest na kampingu w niedzielę, kiedy to masz swój pobyt do poniedziałku. W niedzielę wszyscy się zwijają, składają i albo nie zostaje nikt, albo jakieś niedobitki. Tak jest i tym razem. Na kempingu spokój i cisza. Wszyscy pojechali. Dziś rowerek, gotowanie, robienie soku z marchwi. takie tam odpoczywanie czynne.
Krzysiek tylko pracuje jak wariat, bo uparł się że wszystkie filmy wyprowadzi na prostą, czyli wyprodukuje większość. Dla mnie to też robota, bo ja jestem odpowiedzialna za oprawę muzyczną naszych filmów. Ale umówmy się… nie jest to rocket science, bo zajmuje mi to znaczniej mniej czasu, niż przygotowanie filmu Krzyśkowi.

Jutro ruszamy w drogę. 8 jesteśmy w Nowym Yorku. Czuję podeksytowanie. Gorzej, bo nadchodzi front deszczowy, ale mamy nadzieję, że albo się wytraci, albo w najgorszym razie bedziemy jechac w deszczu, a jak dojedziemy do NY, to już przejdzie… Zobaczymy.

05.10.2025



