Dzień sto dziewięćdziesiąty dziewiąty 10.04.2019
Budzimy się rano w garażu u Rodolfo. Warunki dziwne, ale nie wstaję, dopóki nie przychodzi mechanik. Do południa znowu zmieniamy Wisko, zmieniamy łożyska w kołach. Udało nam się kupić panel solarny i nawet zorganizować wysyłkę. Wysyłka do San Rafael, a później Rodolfo mechanik, wyśle nam do Tupungato. No ma to sens. Wczoraj załatwiłam z Guillermo, że zaprotegował nas u swojego kuzyna Orlando, który ma finkę (małą farmę) z hodowlą winogron i przede wszystkich orzechów, których trwają teraz zbiory. W Tupungato mamy się zatrzymać, trochę popracować przy zbiorze i czekać, aż nam wyslą panel…Zobaczymy jak to wszystko się skończy…
Spimy na kampingu w Tunuyan. Luksus…. Prąd, cisza spokój i podobno ciepła woda….



