Dzień dwieście pięćdziesiąty 31.05.2019
Budzimy się w pięknym pokoju, widok na La Paz zachwyca. Idziemy na śniadanie, a potem na miasto, zwiedzać. Zatrucie na szczęście przeszło…
Idziemy na punkt widokowy Killi Killi, skąd rozciąga się piękna panorama miasta. To jeden z wielu wspaniałych punktów widokowych La Paz. Wcześniej odwiedzamy targ czarownic (mercado de las brudas). To niegdyś słynne miejsce, gdzie sprzedają różne proszki na wszelakie choroby i mikstury. Ale to co ważniejsze czarownica przygotowuje ci ofiarę dla Matki ziemi, czyli coś w koszyku, bądź w innym pojemniku, różne magiczne rzeczy, jak na przykład płody lam (tak , tak). Do tego sprzeda ci mały piecyk, lub może raczej aluminiowy stojak, na którym możesz to wszystko spalić w ramach ofiary oczywiście. Drewno także w gratisie, żeby można było podpalić ogień pod tym piecykiem… Ciekawe. Ale jak to Gladys, zona Pedra u którego gościliśmy mówi, Kościół katolicki nie miał wyjścia i musiał zaakceptować Pachamamę… No ciekawe… A u nas Harrego Pottera palą..
Wieczorem wracamy do hotelu i jest naprawdę przyjemnie. Jak wspaniale móc podróżować przeznaczając większy budżet na dzień…









