Dzień pięćset dziewięćdziesiąty drugi – 07.05.2020
Wczoraj po powrocie na kamping odbyliśmy rozmowę w właścicielem. Musieliśmy jakoś poinformować go, że jutro wyjeżdżamy… Niby nie mamy z nim żadnej umowy, ale jednak pomimo że nie dostaliśmy żadnego najmniejszego upustu, czy obniżki ceny za ponad 2 miesiące pobytu u niego to jednak jakoś się czujemy związani :). A raczej nie chcemy palić za sobą mostów, bo może jeszcze będziemy musieli wrócić na „naszą plażę”…
Od rana praca wre!. Na pierwszy ogień poszło zwijanie plandek i zadaszeń, które rozwiesiliśmy na początku, a które dawały nam cień. Potem mała i szybka przerwa na kawę ponownie do roboty. Trzeba było umyć porządnie namiot, bo po tylu dniach i ptaki i inne owady zostawiły na nim swoje ślady. Dobrze, że szybko wstaliśmy bo już około 9 mieliśmy prawie koniec pakowania i byliśmy gotowi do drogi. Jeszcze tylko szybka fotka ze wszystkimi na kampingu i jedziemy…
Dziś chcieliśmy być sprytniejsi i umówiliśmy się na oglądanie jeszcze jednego mieszkania. Powód, niższa cena. Chcieliśmy zobaczyć czy warte jest uwagi, a po drugie, w razie czego mieć alternatywę na wynajem mieszkania. Jednak już po wejściu widać było że nie dogadamy się. Agent zaczął wspominać coś o dodatkowych sporych kosztach kaucji + opłaty za media. Dodatkowo garaż okazał się za niski na wjazd naszym autem. Zatem sprawa zamknięta! Wracamy do pierwszej opcji. Umówieni jesteśmy na 12 i punktualnie zjawia się agent. Wpisuje nas na listę najemców, dostajemy opaski na rękę uprawniające do wejścia na teren obiektu. Dodatkowo przynosi nam dwa wentylatory i po godzinie dostajemy umowę najmu na pierwszy miesiąc.
Można powiedzieć, że oficjalnie zamieszkaliśmy w Kolumbii !!!
Rozpakowujemy się i podziwiamy widok z tarasu na 9 piętrze…
a potem już świętujemy kolejna rocznicę ślubu…
————————————–






