Dzień dwieście pięćdziesiąty szósty 06.06.2019
Cały dzień w dżungli.. to jest bardzo przyjemne. Po śniadaniu wyruszamy. Razem z naszą przewodniczką Yacirą łazimy ponad pięć godzin po gęstym lesie. Oglądamy różne ptaki, spotykamy też jakąś dziką świnię (ale ledwo ja widać w tych zaroślach..), przypatrujemy się lokalnym wiewiórkom. Yacira wyjaśnia nam różne tajemne zawiłości roślin, które są w lesie. Jedna służy na migrenę, drugą jeśli zrobisz z niej wywar, pozwala na uleczenie z różnych chorób.
Pokazuje nam również drzewo, które go kora po ucięciu pachnie jak czosnek. Podobno kiedy się go gotuje, znakomicie niweluje depresje. Po piętnastej lądujemy na plaży przy rzece. Przypływa Juan i przywozi nam bele. Zaczynamy budować tratwę, którą potem spływamy wzdłuż rzeki. Jest bardzo uspokajająco a z drugiej strony mokro w pupę…
Wykończeni wieczorem lądujemy na kolacji, chwilę siedzimy i gadamy z Markiem. Jak to czasem prosto rozmawiać z Czechem…















