Dzień czterysta trzydziesty piąty – 02.12.2019
Finca La Gloria, bo tak nazywa się miejsce gdzie dziś jesteśmy to spory kompleks wypoczynkowy. Położony w idealnym miejscu, w połowie drogi od największego miasta Ekwadoru, ponad 2 miliony mieszkańców, do wybrzeża Pacyfiku. Jest tu restauracja, basen, sporo stolików i zadaszeń przed słońcem, a także spore zadaszone miejsce na różne imprezy. I my dziś w poniedziałek mamy je właściwie wyłącznie dla siebie.
Sporym atutem jest dostępność basenu, więc korzystamy wielokrotnie w ciągu dnia z niego. Trzeba uważać jednak na słońce, bo nawet zza chmur jest ryzyko, że bardzo mocno przypiecze… Wbrew pozorom trochę pracujemy, oprócz „normalnego” wypoczynku..
Na obiadek zjadamy gotowe danie z knajpki przy drodze, oddalonej jakieś 10 minut spaceru. Zupka a’la rosół nie najgorsza, a na drugie już „zwykły ryż z mięsem i pomidor, czyli tradycyjnie w Ameryce Południowej.
———————————-





