Dziś ponownie pobudkę mieliśmy o godzinę później. Wczoraj kapitan ogłosił ponowną korektę obowiązującego czasu. Pomimo powolnego tempa jego zmiany nasz organizm dalej funkcjonuje jeszcze w starym rytmie. Nie jest to jakiś wielki dyskomfort, ale pobudki nie wydają się już takie wczesne. Dziś nawet wstaliśmy o 6,30 i zrobiliśmy lekcje językowe. Na dzień dzisiejszy mamy 3 godzinną różnice w czasie w stosunku do Polski.
Zadecydowaliśmy wczoraj, że przeczytamy Transatlantyk Gombrowicza. Żeby się do tego bardziej zmobilizować czytamy sobie na głos. Na razie przebrnęliśmy przez 25 stron, a już widzę wyraźny wpływ jego pisarstwa na moje zapiski i sformułowania.
Na godzinę przed lunchem usłyszeliśmy głos kapitana w głośnikach w naszej kabinie. Proszono, aby wszyscy pasażerowie i załoga stawiła się na górnym pokładzie, obok mostka kapitańskiego. Zaczynało się „Party Equator”. Przeczuwając już co nas ma spotkać poszliśmy na górę.

Nie żebyśmy nie byli przygotowani na przekraczanie równika. Byliśmy. A jakże. Ale trwoga w nas była okrutna i jakoś tak nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Tedy jak tylko weszliśmy na górny pokład dużo osób już tam było, bo i cała załoga, i wszyscy pasażerowie (oprócz Cedrica, który spóźnienie zaliczył niewielkie). Zaczęły się ucieszne zdjęcia, chichoty, nerwowe oczekiwanie na Neptuna, przy wtórze przebojów Gusttawo Lima płynących z magnetofonu kasetowego.

Aż wreszcie pojawił się ten młody, przystojny w białe szaty spętany król, który dzierżył w dłoni srebrny harpun trzyzębny (czy to oby na pewno harpun?). Obok niego jego świta dzielna, trzymała wielkie wiadro z chochlą. Jak się później okazało popłuczyn kawy pełne.
Syrena na statku głośno zawyła, tak głośno, że pobudziłaby wszystkich śpiących żeglarzy, i tak każdy kto miał zaszczyt przepłynąć równik po raz pierwszy, został wyczytany z nazwiska przez Chief Mate (pierwszego po kapitanie), a następnie pokłonić się musiał Neptunowi i przyjąć na głowę zawartość chochli.
Chief Mate każdego zapraszając z osobna przed oblicze Neptuna nadawał imię, wybierane z różnych gwiezdnych konstelacji. Moje imię na chrzcie to Denebola, a mego męża to Dubhe.
Czarne fusy spłynęły nam po karkach i pociekły po plecach. Niektórzy przenikliwe zapobiegliwi panowie zdjęli swoje t-shirt’y. Też chciałam, ale mąż mnie odwiódł od tego pomysłu. Kiedy skąpani byliśmy już w tych resztkach kawy, z samej góry, gdzie wszystkie urządzenia mierzące nasze położenie względem satelit się znajdują, trysnął na nas strumień z węża strażackiego, wody jak sól słonej, tak słonej jak nigdy, nigdzie nie czułam. Znowu zawyły syreny, dając znać że kolejni szczęśliwcy są po chrzcie morskim i dołączyli do tego elitarnego grona, osób ochrzczonych na morzu, po przekroczeniu równika.
Chwilę trwało oblewanie nas słoną wodą, po czym wielominutowy prysznic z wody słodkiej. I jeszcze tylko musieliśmy w ekspresowym tempie przebrać się i lekko osuszyć by już dostąpić zaszczytu wręczenia certyfikatu, na którym kapitan Donato Alberto złożył swój podpis zaświadczając, że jesteśmy szczęśliwie po ceremonii przekroczenia równika, Dnia Pańskiego 29 grudnia, na statku Grande Amburgo.

Moje imię Denebola oznacza gwiazdę w gwiazdozbiorze Lwa (a jakże by inaczej!). Krzysiek otrzymał imię gwiazdy ( Dubhe) z gwiazdozbioru wielkiej Niedźwiedzicy, która wchodzi w skład Wielkiego Wozu .

Gratulacje, aplauz, uściski, drink z oranżady, tortinki, kanapeczki, koreczki.
Następnie mieliśmy okazję oglądać, podziwiać i zwiedzać ( o ile tak to można ująć) mostek kapitański.

Jest duży, robi wrażenie, dużo sprzętu, radarów, pomimo, że statek ma już 11 lat to w zeszłym roku przechodził kapitalny remont. Mam nadzieję, że sprzęt nawigacyjny również został co nieco odświeżony (choć z drugiej strony nie widać nowości). Zresztą trudno się wypowiadać, skoro się nie ma porównania. W końcu to moja pierwsza wizyta na kapitańskim mostku.
Lunch opóźniony dziś o godzinę został, ale za to pasta pyszna, beef i salmon. Nie ma to jak dobrze przyrządzany łosoś.
Same atrakcje mamy podczas tego rejsu – święta, przekroczenie równika i za chwilę, czyli jutro – Sylwester a później Nowy Rok.








