Przez Atlantyk – Dzień 24

Dzień dwudziesty czwarty – 17.10.2018

Kocham ten stan na statku. Oczywiście jako pasażer. Bo jako Chef Mate, lub inny marynarz z załogi  miałabym za dużo pracy… Pomijając już to, że się na tym w ogóle nie znam. Ciepło, oraz to uczucie, że niczego nie trzeba robić (które dość skutecznie podważa mój mąż, bo coś wspomina, że trzeba pisać, że trzeba zdjęcia robić, że filmy i tak dalej…) jest wielkim atutem takiego rejsu jaki właśnie odbywamy.

IMG_66451

Od rana absolutnie fantastyczna pogoda. Gorąco. Jesteśmy już stosunkowo blisko równika, a w linii prostej do portu Vitoria zostało jeszcze około 4000 km.

Doszła nam na statku kolejna atrakcja. Do znajdującego się na rufie basenu wpompowano wodę z oceanu. Co prawda my jeszcze nie wchodziliśmy do niego, ale Isabelle z Harym i Williem przesiedzieli w nim dobre kilka godzin po południu. Woda sięga w nim do piersi co prawda, ale fajnie kołysze się na boki wraz z przechyłami statku. Chyba musimy sprawdzić jak to jest w nim w środku…