1118. Amarillo w Teksasie

1118 dzień wyprawy

Można by podsumować dzisiejszy dzień, że po prostu upał obezwładniający. Fala upałów która przyszła na całe południowe Stany nie odpuszcza. Spaliśmy na pięknym dzikim BLM, całkiem fajnie, cicho i spokojnie. Wschód słońca nas obudził i zerwaliśmy się skoro świt, ekspresowa kawa i wyjazd z baru, bo trzeba jechać.

1117. Pistacjowy raj w Nowym Meksyku

1117 dzień wyprawy

Dziś upał niemożebny. Klima juz siadła na amen. Siadła i musze jechać bez klimy. Buick jednak mógł zostać ogarnięty w Meksyku. Chyba się łudziliśmy, że kupimy przyczepkę. A tak już jak jadę i jadę to wiem, że nie kupimy… W każdym razie dojechalismy do Paku Narodowego White Sands i tutaj sobie spokojnie popodziwialiśmy gipsową pustynię, podobno jedyną tego rodzaju na swiecie.

1112. Wyjazd z Meksyku

1112 dzień wyprawy

Nadszedł długo już planowany dzień. Wyjazd z Meksyku do Stanów. Wiadomo, musimy jechać i tak wyczekaliśmy długo, jedziemy prawie na ostatnią chwilę, by spokojnie wyjechać. Rano wypiliśmy kawę, szybkie sniadanie i wyjeżdżamy. Postanowiliśmy, ze z Iwoną i Andrzejem spotykamy się na campingu w Portero i zrobimy pożegnalnego grila.

1111. Farbowanie i inne przygotowania

1111 dzień wyprawy

Jutro wyjazd. Dziś od rana farbowanie, pieczenie makowca i drożdżówki, pranie, dużo rzeczy, dużo spraw. Pieczemy jeszcze mięso, żeby mieć na pierwsze dni w stanach. Z iwonką jadę na kawę nad ocean. Strasznie mi smutno że wyjeżdżamy. Mówię, że intuicja mówi, zeby nie wyjeżdżać, ale trzeba.

1109. Do Tijuany

1109 dzień wyprawy

Krzysiek piecze pyszne makowce, my z Iwonką jedziemy do Tijuany, mamy tam swoje sprawy, Wydaję sto dolarów, ale się nie zastanawiam nad tym. POtem jedziemyzjeść krewetki w Ochunie. Iwona mówi, ze to na pożegnanie. Wierzę jej, choć chcę tu wrócić.