59. Kierunek zachód…

59 dzień wyprawy

Jedziemy i jedziemy. Kolejny dzień nabijamy kilometry. Niby człowiek sobie zdawał sprawę z tych ogromnych dystansów i odległości w Stanach, ale dopiero jak każdego dnia musi przejechać kolejne setki kilometrów, to sobie zaczyna zdawać sprawę na co się pisał, mówiąc że jedzie na Alaskę. Tu w Teksasie gdzie jesteśmy jak mówimy o Alasce to wybałuszają oczy…

Dziś mamy miłą przerwę w drodze. Oglądamy Studnię Jakuba (Jacob’s well), to niesamowite miejsce. W ciągu rzeki, raczej dosyć suchej, jest głęboka na kilkadziesiąt metrów (albo i więcej jak podają źródła) jaskinia wypełniona wodą, krystalicznie czystą, a w niej pływają różne gatunki ryb. Wrażenie jest niesamowite. Po prostu głęboka dziura w ziemi, rozpadlina w kształcie waginy (tak, właśnie tak… ).

Ze studni i otaczającego ją parku ruszamy po dłuższej chwili. Jeszcze pijemy małą kawkę… Ale już za moment jedziemy w kierunku Austin, tam odwiedzamy dosłownie na chwilę komis Defender Hunters, ale niestety zamknięty, więc odwiedziny są tylko połowiczne.. i znowu ruszamy dalej tym razem skręcamy na drogę 71, którą jedziemy przez dłuższy czas. Całkiem miło się jeździ po prowincjonalnych drogach w Teksasie, bo akurat o tej porze roku są mocno ukwiecone pobocza. Nawet są różne dzikie gatunki, podobno rosnące tylko w tym stanie.

Na krótką chwilę zatrzymujemy się w Llano po czym znowu mkniemy dalej. Zajeżdżamy w ramach odpoczynku na parking area. Tam mała niespodzianka. Krzysztof wyciąga z naszego schowka prysznic i chłodzimy się w miarę przyjemną, letnią wodą. Człowiek czysty. Życie ma sens.

Pod wieczór zajeżdżamy do Brady. Miasteczko puste, bo już po 19.00 Lekko rozglądamy się po głównym placu, a potem wracamy na parking pod Wallmart. Lody na deser, do filmu.

27.04.2023

————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.