958 dzień wyprawy
Pada. To znaczy może nie od rana, ale wiadomo z prognozy pogody, że będzie lać. Dodatkowo przychodzą alerty, gdy oglądamy google maps, że niby duże opady i powódź ma być w pasie nadbrzeżnym. Zobaczymy. Ja oczywiście nie zamierzam siedzieć. Jadę zwiedzać. Na dziś mam darmowe bilety do Whitney Muzeum. A potem jadę do MoMa, czyli muzeum sztuki nowoczesnej (Museum of Modern Art).
Krzysiek postanawia dziś zostać i odpoczywiać, chociaż wiadomo że albo opracowuje trasy, albo skleja filmy 🙂






W MoMa zaciekawia mnie obraz Modiglianiego o wdzięcznym tytule Zofia Zborowska. I już po chwili wiem więcej. Modigliani, jak większość artystów niedoceniany, a tym samym ubogi niczym mysz kościelna.
Leopold i Zofia Zborowscy zapisali się w historii sztuki jako jedni z najważniejszych mecenasów paryskiej awangardy początku XX wieku. On – polski poeta, literat i marszand, ona – artystyczna dusza o niezwykłej wrażliwości. Razem tworzyli dom, który stał się przystanią dla artystów z Montparnasse’u, w tym dla Amedea Modiglianiego, jednego z najbardziej tragicznych i zarazem genialnych malarzy epoki.
Zborowscy poznali Modiglianiego około 1916 roku, kiedy włoski artysta żył w skrajnej biedzie, chory i niedoceniany. Leopold dostrzegł w nim wyjątkowy talent. Dał mu nie tylko pracownię i farby, ale też pieniądze na jedzenie i ubranie. W zamian otrzymywał obrazy – dziś warte fortuny – lecz wtedy był to raczej gest przyjaźni niż interes. Zofia opiekowała się Modiglianim niemal jak bratem: przynosiła mu jedzenie, prała ubrania, odwiedzała, gdy był chory.
To właśnie u Zborowskich powstawały najsłynniejsze portrety Modiglianiego – pełne melancholii i poetyckiego smutku. Zofia często pozowała mu do obrazów, a jej subtelna uroda i spokojny temperament inspirowały artystę.

12.10.2025





