Argentyna – sto osiemdziesiąty czwarty dzień wyprawy

Redukcje San Ignacio

Redukcje San Ignacio

Noc spędzamy w gościnie u Ojca Zenona. W nocy było trochę chłodno ale rano jest w miarę pogodnie i robi się cieplej. Po śniadaniu pomimo, że chcielibyśmy zostać na dłużej podejmujemy decyzję, że jedziemy dalej. Szkoda jest opuszczać tak gościnne progi, ale nie ma rady. Jedziemy zatankować paliwo na stacje w miasteczku i ruszamy drogą numer 14 na południe. Dziś nie napotykamy już żadnych niespodzianek w postaci zalanych mostów. Po około 1,5 godzinie mijamy Obera tranzytem, a po następnej godzinie skręcamy w drogę numer 12 w prawo. Musimy cofnąć się około 20 kilometrów do San Ignacio. A wszystko to z powodu bardzo wysokiego poziomy rzeki Parana.

Dojeżdżamy do pierwszej misji Jezuickiej jaka odwiedzamy w Argentynie. San Ignacio Mini. Za pozwoleniem strażników  zostawiamy motocykle, kaski i kurtki wewnątrz na placu przy wejściu. Zdejmujemy jeszcze ciepłe termiczne ubranie, słońce wyszło zza chmur i jest naprawdę ciepło. Kupujemy bilet po 90 peso i zaczynamy zwiedzanie od małego muzeum. Rysunki i makiety dają nam obraz jak kilkaset lat temu wyglądała cała misja. Następnie idziemy zobaczyć jak to wygląda dziś. Spomiędzy drzew wyłaniają nam się zarysy dosyć wysokich budowli. Co prawda wszystko mocno zrujnowane, ale robią wrażenie. Przechodzimy pomiędzy rzędami porośniętych mchem pozostałości po pawilonach gdzie mieszkali Indianie Guarani. Na środku kompleksu mieści się ogromny plac, a zaraz za nim pozostałości kościoła. Dosyć dobrze zachowała się cała sieć systemu odprowadzania wody wokół placu i budowli. Konieczna, bo jak zacznie tu padać, to leje intensywnie. Chodzimy dobrą godzinę po terenie redukcji. Oglądamy i chłoniemy klimat tego miejsca. Mieszkało tu kilka tysięcy Indian.

SONY DSC

Z San Ignacio jedziemy prosto do Posadas. W Tym mieście na granicy z Paragwajem mamy zgłosić się do polskich księży z misji Redemptorystów. Jeszcze w San Vicente  ojciec Zenon mówił nam, że w Posadas są polscy księża, więc jedziemy. Ponownie zostajemy bardzo mile przyjęci. Zatrzymujemy się w Domu Redemptorystów, a ksiądz Marian i ksiądz Jarek goszczą nas i częstują kolacją. Dostajemy na noc bardzo ładny pokój, a motocykle bezpieczne miejsce.

Napisz do nas
Facebook
YouTube