Argentyna – Dzień 61

do stronki

Dzień sześćdziesiąty pierwszy 23.11.2018

Noc parszywa. Co tu dużo mówić dramat. Obiecałam sobie i mężowi, że nie będę się za dużo użalać, ale jak tu spać w aucie, skoro jest w nim 27 stopni i żadnego przewiewu. Nie możesz okna otworzyć, bo tony komarów chcą cię zabić. Parę godzin przesypiamy w duchocie, a o 5 budzę mojego męża i mówię, jedziemy dalej. Podczas jazdy przynajmniej jest jakis przewiew. Zresztą ja się wycwaniłam i spałam podczas jazdy. Krzysiek mówi, ze on przyzwyczajony do jeżdżenia, wiec jechał. Rano po ósmej zaczęło padać. Padać to za mało powiedziane. Zaczęło lać. Lać to za mało powiedziane. Ściana deszczu o 10.00 spowodowała, że normalnie zaczął samochód przeciekać. Gdzieś miedzy słupkiem przy drzwiach od strony pasażera lekko podciekło i zaczęła się sączyć woda. Nic przyjemnego. Zbierałam wodę najpierw na t-shirta, potem na prześcieradło, kiedy koszulka była już cała mokra. Prześcieradło przynajmniej większe. Przejechaliśmy przez Santo Tome, i cały czas droga nr 14 jechaliśmy w kierunku Misiones, by na 13.30 dojechać do Posadas.

do stronkii

Przyjmuje nas padre Andres (czyli Andrzej). Padre Mariano, którego poznaliśmy podczas poprzedniej naszej wizyty w parafii Posadas jakiś czas temu miał mały wylew. Serce się kraje, bo to nie ten sam człowiek. Choroba poczyniła duże szkody w jego organizmie. Na szczęście powoli z tego wychodzi i wraca do żywych.

do strony

W domu parafialny dostajemy pokój, także mozemy sie zatrzymać na noc. Oprócz nas jest jeszcze Polak mieszkający na stałe w Toronto, Paweł NOwak, którego wuj, ksiądz Marczak, tworzył parafie w Misiones.

Wieczór upływa spokojnie…

Napisz do nas
Facebook
YouTube