Boliwia – Dzień 279

z Boliwijkami fajnie jest

z Boliwijkami fajnie jest

Dzień dwieście siedemdziesiąty dziewiąty  29.06.2019

Poranek ujawnił nowe okoliczności. A mianowicie powróciła angina… Tym razem zaatakowała moją żonę! Na szczęście niezbyt mocna i groźna, ale jednak. Boli gardło i jest zaczerwienione. To niezbyt dobre wieści, ale niestety musimy jakoś sobie radzić, nawet w takich sytuacjach. Na domiar złego mi również jeszcze całkiem nie przeszła choroba co lekko komplikuje sprawę. Zbieramy się jednak w sobie i po raz któryś wykonujemy telefon do Polski do naszego ubezpieczyciela z prośbą o umówienie wizyty u internisty. Inna sprawa, że nie jest to takie proste. Po pierwsze dzwonimy przez Skypa, bo tam tylko kilka groszy za minutę połączenia się płaci. A po drugie trochę, to żenujące, że za każdym razem wysłuchujemy automatu, który informuje nas o różnych pierdołach. Czy oni tam nie znają stawek za normalne połączenia telefoniczne ze świata? cena za minutę to około 7 PLN. A cała rozmowa może trwać i kilkanaście minut… Koszt łatwo wyliczyć!

Teraz pozostaje nam już tylko czekać,ile nie wiadomo, pomimo że ubezpieczyciel ma podobno 3 godziny na udzielenie informacji gdzie mamy się udać. Pewnie domyślacie się, że sporo po upływie 3 godzin dalej nie mamy informacji… Zatem zostają jak na razie domowe metody. Herbatka, miód, cytryna i czosnek…Na szczęście jesteśmy w dobrym miejscu. W parafii całkiem dobrze sie choruje…

najurokliwszy obraz jaki widziałam. Lokalna ostatnia wieczerza, przy czym lokalna oznacza, że wszyscy mają boliwijskie czapki...

najurokliwszy obraz jaki widziałam. Lokalna ostatnia wieczerza, przy czym lokalna oznacza, że wszyscy mają boliwijskie czapki…

Napisz do nas
Facebook
YouTube