762 dzień wyprawy
Niedziela, wracamy z Ensenady z Iwoną. Po wczorajszym dynamicznym wieczorze. Zatrzymujemy się na śniadanie w Poco Cielo. Naprawdę to urocze chwile. Spokojnie, cicho, pysznie. Błękit nieba i oceanu.



30.03.2025
761 dzień wyprawy
Wielki dzień. Jadę dziś z Iwoną do Ensenady. Krzysiek zostaje a my na koncert. Przede wszystkim Chico Trujillo, mój ulubiony zespół z Chile. Chillijska Łumbia. O 12 wyjeżdżamy lunch w Muelle 3, hotel przypomina lata 80, ale za to widok piękny na całą zatokę i wycieczkowce.
760 dzień wyprawy
Andrzej zaprasza nas na sushi dziś. To znaczy Krzysiek je steka, ale ja nie odmawiam sushi nigdy. To w podziękowaniu za naprawę rolety w domu w Mar y Sol, bo związanie jej sznurówkami to naprawdę nie było rozwiązanie.
759 dzień wyprawy
Ostatni dzień dziś dyżuru tygodniowego z Alusiem. Piję mój koktajl z mrożonych jagód Achai, robię schab po węgiersku dla nas na obiad i zaskakuje mnie reklama na ulicy. Myślałam, że już mnie nic w tym Rosarito nie zaskoczy, ale jednak.
758 dzień wyprawy
Tak odliczamy dni do jutra. Jutro ostatni dzień pilnujemy Alusia. w sobotę jadę z Iwoną na koncert Chico Trujillo do Ensenady. Już się nie mogę doczekać. Dziś przejeżdżamy z Playas de Tijuana do Punta Azul Luiskiem. Także znowu zmiana miejsca i może i dobrze…
Tymczasem spacery z Alkiem jeszcze do jutra i entertainment Przypominam, jeśli w Tijuanie i okolicach zobaczycie jakiś strumyczek biegnący w stronę oceanu, to bądźcie pewni że to ścieki.
757 dzień wyprawy
Coś mieliśmy dziś załatwić, to znaczy szyby do prysznicy na Playas de Tijuana, ale słabo nam wyszło. Dużo komplikacji z wymogami inwestorki i takie tam problemy. Iwona na nartach wiec nie bardzo ma kto podjąć decyzję. Trochę męcząco… i jeszcze ta niedoleczona choroba.
756 dzień wyprawy
oczywiście. Nie ma nic lepszego niż poniedziałki. Od jakiegoś czasu jetem parkingową, więc są one jeszcze lepsze. Ale dziś wyjątkowo pilnuję Alusia, wobec tego nie ma czasu na pilnowanie parkingu. Jest za to czas, by zrobić obchód po straganach, które ciągną się na przynajmniej 4 kilometrach (bo są jeszcze odnogi ulicznych straganów).
755 dzień wyprawy
W niedzielę trochę leniwie. Coś gotuję, Krzysiek wypoczywa trochę, spacery z Alusiem. takie tam niewielkie aktywności. Odpoczywamy.
Piękna pogoda dzisiaj, dużo słońca, nakręcam znowu Walczaka by przyjechał do nas na Baja, ale w ogóle nie chce. W ogóle nikt tu nie chce przyjechać a mnie trochę dziwi dlaczego.
754 dzień wyprawy
Chciałoby się napisać, że cisza i spokój w sobotę, ale nie, ogromne urwanie głowy bo z samego rana muszę jechać do Iwony obciąć jej włosy. Dziś jadą na narty, my zostajemy z Alusiem. To trochę dla nas męczącę, zwłaszcza że trzeba dopilnowywać i organizować wszystko na budowie, bo ciągle jeszcze sporo zajęć.
753 dzień wyprawy
Udało się. Po wielu perturbacjach kupiliśmy w końcu bilet do Polski. Trochę to trwało ale finalnie lecimy w czerwcu liniami KLM do Polski.
Krzysztof specjalnie wyciągnął komputer i usiadł w „salonie” u Diane… z widokiem na ocean…
Od dłuższego czasu przymierzałam się do upna ale nie było to taie proste, bo trzeba było podjąć decyzję, którego dnia, na jak długo, czy na trzy tygodnie, czy na cztery, kiedy dokładnie i skąd… Ale nie po to wylatywaliśmy z San Diego do Cabo, żeby teraz wylatywać ze Stanów do Polski (uprzednio tam wjeżdżając) no i nie chcemy do stanów przylatywać… Skomplikowane..