Chile – Dzień 117

9

Dzień sto siedemnasty 18.01.2019

Rano wstaliśmy skoro świt, o ósmej rano. Zwykle śniadanie jemy trochę później, rano się tylko ogarniamy i jedziemy dalej. Podjeżdżamy kilkadziesiąt kilometrów i napotykamy wodospad El Condor. Postanawiamy zjeść tam śniadanie. To niezwykle urokliwe miejsce. Można ścieżką podejść pod sam wodospad, a jak zobaczymy później na filmie z drona, wodospad ciągnie się wysoko, wysoko, a tak naprawdę to na górze jest spory lodowiec.

10

Ruszamy dalej, z drogi nr 7 skręcamy na zachód do Puerto Cisnes. Miasteczko bardzo nam się podoba, cicho, nad samym kanałem Puyuhapi. Na wodzie kołyszą się łodzie, ale ceviche to nie możemy kupić…

IMG_1870

Spotykamy na nabrzeżu parę amerykańskich turystów z campera. Mówią nam, ze jest strajk lub jakiś protest w Villa Manihuales i droga jest blokowana, nie można przejechać. Mimo wszystko decydujemy, ze pojedziemy dalej, bo albo będziemy czekać, aż drogę odblokują, albo przejedziemy jakoś inną drogą… Zatrzymujemy się w La Ensenada, jemy empanadas z serem, pieczone na gorącym tłuszczu (przynajmniej są ciepłe..) i jedziemy dalej. Dojeżdżamy do Villa Manihuales i spotykamy Ankę motocyklistkę. Chwilę rozmawiamy, na szczęście blokada się skończyła, na asfalcie widać tylko czarne ślady, jakby palonych opon. Dojeżdżamy do Puerto Aysen i jesteśmy bardzo zdegustowani tym miastem. Nie bardzo jest gdzie stanąć, do morza jakoś daleko. Pełno turystów. Robimy zakupy w supermarkecie i jedziemy dalej. 20 km przed Coyhaique zatrzymujemy się na nocleg. Przydrożna polanka, nieco zarośnięta, widać że to zjazd do jakiego domostwa. Dwa duże psy, ale przyjazne. Korzystamy z aplikacji IOverlander, także nie ma dużo problemów ze znalezieniem noclegów na dziko. Zwłaszcza w Patagonii.

Napisz do nas
Facebook
YouTube