dav

Ekwador – dzień 402

Dzień czterysta drugi  30.10.2019r

Poranek i ubiegła noc na boisku miejskim koło rzeki okazała się być spokojna. Nie licząc mnóstwa świetlików wieczorem, odwiedzających nas indyków rano i dźwięku cykad, który głośno niesie się z przyległej selvy. Dziś już bez wielkiego pośpiechu jemy śniadanie, kupujemy owoce za drobne Sole, które nam zostały i zbieramy się w drogę do granicy z Ekwadorem. Nie zostało już nam zbyt wiele do przejechania, około 8 km…

Granica okazała się małym, mało uczęszczanym przejściem bardzo przyjaznym dla nas. Przed mostem granicznym oddajemy bez problemu nasze pozwolenie na auto i dostajemy pieczątkę wyjazdową z Peru. Nareszcie etap wielkiego pośpiechu, żeby wyjechać z tego kraju mamy już za sobą. Ucinamy sobie jeszcze małą pogawędkę z pogranicznikami i po chwili podnoszą nam szlaban otwierając drogę nowej przygodzie i nowemu krajowi. Czujemy lekką ekscytację na myśl o tym co nas czeka w kolejnych dniach…

Zbliża się godzina dziewiąta rano i zastajemy Ekwadorską stronę zamkniętą na kłódkę, to znaczy szlaban jest zamknięty na kłódkę. Chyba jesteśmy dziś pierwszymi przekraczającymi granice. Gestem ręki urzędnik migracji macha nam, że idzie po klucz wstając od stolika przy którym siedzą również jego kompani. Po chwili przejeżdżamy kilkadziesiąt metrów dalej, pod drzwi wejściowe do budynku odprawy granicznej i aduany (celników).

aaaaa012 aaaaa011 dav

Dostajemy bez problemu pieczątkę wjazdową i wpis pozwolenia przebywania w Ekwadorze przez kolejnych 90 dni. Z pozwoleniem na auto nie jest już tak prosto, ale tylko formalnie, ponieważ posterunek nie ma łączności internetowej z systemem i po wpisaniu wszystkich danych urzędnik robi zdjęcie dokumentów i wysyła je sms do innego posterunku. Następnie czekamy około godziny na numer zwrotny potrzebny do wpisania do naszych dokumentów, aby legalnie móc przekroczyć granicę. Wypytujemy przy okazji o różne szczegóły Ekwadorskiej codzienności i dowiadujemy się, że w obiegu płatniczym funkcjonuje dolar amerykański. Nie ma zatem potrzeby wymieniać pieniędzy. Jednak banknoty powyżej 50 USD nie są chętnie przyjmowane ze względu na obawę falsyfikatów. A my mamy właściwie same 100…

aaaaa014

Wreszcie ruszmy i pierwsze prawie dwie godziny jedziemy wąską i krętą drogą wśród zielonych wzgórz. Dopiero potem pojawia się asfalt, lecz jest mnóstwo zakrętów, podjazdów i zjazdów. A na dodatek sporo fragmentów drogi częściowo zasypane jest przez ziemię obsuwającą się ze zboczy.

sdr

sdr

aaaaa013

Dojeżdżamy wreszcie do małej miejscowości Valiadolid. Kilkanaście uliczek, parę sklepów, szkoła, boisko malowniczo położone pośród zielonych, zasnutych lekko chmurami wzgórz. Zatrzymujemy się naprzeciw kościoła przy głównym placu. Nie przyjechaliśmy tu całkiem w ciemno. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej pisaliśmy do misjonarza Polaka, który tu mieszka i wstępnie byliśmy umówieni na spotkanie. I jakiż wielki zbieg okoliczności? Właśnie dziś Padre ……… wrócił po dwu miesięcznym pobycie w Polsce! Jednak mamy szczęście!

Po kilku słowach bardzo szybko dostajemy propozycję zostania na kilka dni na parafii :). Bardzo jest nam miło i oczywiście chętnie przyjmujemy zaproszenie. Dostajemy od razu własny kąt w pięknym zakątku kompleksu przy kościele. Na środku placu jest fontanna…

dav

———————————–