nowe018

Ekwador – Dzień 407

Dzień czterysta siódmy    04.11.2019r

Dziś zapowiada się kolejny fajny dzień. Po pierwsze zostaniemy sami na „gospodarstwie” na kolejne kilka dni. Padre wyjeżdża na jakiś zjazd do Guadelupe. Zatem rano robimy szybkie śniadanie również dla Padre Wojtka, który w pobliskiej Pallanda też ma swoją misję i po drodze przejeżdża przez Valladolid. Potem bierzemy się za generalne porządki w strategicznych miejscach. A następnie następuje etap czyszczenia Defendera.

nowe024

Na godzinę 14 umówieni jesteśmy z kilkorgiem dzieci, które koniecznie chciały zagrać z nami w kosza. Maja jeszcze kilka dni przerwy od szkoły. Niestety mocno pada deszcz, więc proponujemy im po kawałku tortu z wczorajszej imprezy. Zajadają z chęcią i opowiadają nam trochę ze swojej perspektywy o życiu w Valladolid…

nowe009

Potem idziemy na zadaszone na szczęście boisko i do koszykówki i trochę z nimi gramy w piłkę. Nie za długo, bo kondycja już nie taka jak za młodu… W drodze powrotnej wstępujemy jeszcze do lokalnego maleńkiego sklepik i kupujemy pół kurczaka. Jednak cena wydaje nam się jakaś bardzo wysoka, bo pani liczy za niego 4,5 USD! Jak się okazuje chyba biała skóra zawsze skłania miejscowych do „lekkiego” naciągania cen. W reklamówce mamy nie więcej niż 2/3 kg mięsa, a jak się okazuje, bo dopytaliśmy się w innym miejscu kilogram kurczaka powinien kosztować około 2 USD, czyli zapłaciliśmy minimum dwa razy za dużo. Nikomu już chyba nie można ufać, a to nie nastawia nas zbyt przyjaźnie do sprzedawczyni…