aaaaa054

Ekwador – Dzień 474

Dzień czterysta siedemdziesiąty czwarty – 10.01.2020

Kierunek Cotopaxi. Może dziś uda nam się dojechać. Ranek budzi nas słońcem.. pijemy kawę i jedziemy. Zimno, wiatr wieje bardzo, bardzo mocno. A my w drodze do Cotopaxi. Ciągle się martwimy, że  będą chmury i niewiele zobaczymy. I tak się oczywiście dzieje. Jak tylko dojeżdżamy do bramy Parku Cotopaxi, chmury zaciągają pół nieba… Rejestrujemy się, na szczęście wjazd do parku jest bezpłatny. Dużo ludzi, dużo turystów. Część chyba tylko chce zobaczyć sam wulkan, ale są też grupy, które z Quito przyjeżdżają busami, które na dachu wiozą rowery.  Dojeżdżają do połowy drogi, gdzie najwyżej można wjechać autem na Cotopaxi i turyści pedałują z góry po szutrze. Ostatnie kilka kilometrów jest bardzo mocno pod górę. Niekiedy nawet Defender z napędem na 4 koła ześlizguje się na kamieniach… Wysokość około 4500 m n.p.m. Wiatr taki, że po wyjściu z auta głowy urywa. Nawet nie jest zimno tylko straszliwie wieje. Wieje tak bardzo, ze wiatr, który podrywa do góry drobinki wulkanicznych kamyczków, robi ci na twarzy darmowy pilling, po prostu czujesz te kamyki na całej twarzy.

aaaaa052 aaaaa033
Teraz już wiemy, dlaczego Ekwadorczycy i znawcy tematu mają specjalne chusty czy szale, którymi opatulają swoje buzie. Mamy szczęście. Oczywiście. Cotopaxi wychodzi w końcu zza chmur i
prezentuje się nam w całej okazałości. Cały park, z góry wygląda bajecznie. Magicznie. Puste przestrzenie ciągnące się przez dziesiątki kilometrów i piękne górzyste widoki. Około dwunastej jemy późne śniadanie, jak zwykle jajecznica… Ale dziś z widokiem…

aaaaa059

Po prostu mamy jajka. Dojadamy chleb, który nam upiekł Tymon, jemy mango, banana, parzymy kawę. Nie ma to jak kawa z widokiem na Cotopaxi. Mówią, że to drugi aktywny wulkan na świecie.

aaaaa020 aaaaa024
Ma 5897 m n.p.m. Ciekawe, który jest pierwszy…. Muszę sprawdzić. Wracamy innym wjazdem, bliżej Quito, bardziej na północ.
Cały czas się jednak zatrzymujemy, by robić zdjęcia. Niezwykłe miejsce.

aaaaa074 aaaaa064

Potem dojeżdżamy do miejsca, gdzie można zobaczyć różne wodospady i Condor Machay.  Ale jednak nie decydujemy się tam iść.
Pusto na parkingu, boimy się trochę zostawić auto bez opieki. Ostatnio znowu się nasłuchaliśmy o kradzieżach takich turystycznych, wyprawowych aut. A właściwie o ich okradaniu ze wszystkich cennych rzeczy wewnątrz. Bierzemy prysznic przy aucie, z naszego wspaniałego worka z wodą, podwieszamy go na dachu i już, po 10 minutach człowiek czysty. No… prawie czysty… Na pewno odświeżony…

———————————-