nowe070

Ekwador – Dzień 475

Dzień czterysta siedemdziesiąty piąty – 11. 01.2020

Z naszego wspaniałego noclegowego miejsca ruszamy dalej. Dziś w planie park Antisana. To miejsce, gdzie można pozachwycać się pięknym i majestatycznym wulkanem o tej samej nazwie. Ponadto ma tam być  „tons of condors” czyli w cholerę i trochę kondorów. Zobaczymy… Park piękny, aczkolwiek zmagamy się z zimnem, wiatrem i deszczem, przy czym deszcz jest dziwny, bo jest wysoko, ponad 4000 m n.p.m, a nad laguną Mica jest dużo chmur, z których wiatr wytrąca deszczowe krople. Wchodzimy wysoko na punkt widokowy. Dysząc i przystając co chwilę podziwiamy wulkan, ale kondorów, ani na lekarstwo. Trudno. Jeszcze mamy jeden punkt widokowy po drodze. Antisanilla, ale tam też zero kondorów.

nowe055 nowe051

Jestem niepocieszona. Pomimo, że czekamy ponad godzinę, bo może jakiś się pojawi…, niestety nie. Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w miasteczku Pintag, wreszcie wiem co to morocho. To rodzaj zboża… robią z tego coś na kształt pitnej owsianki…

nowe053 nowe058 nowe083

Później ruszamy już w kierunku Quito. Stolica Ekwadoru na szczęście nie wita nas wielkim tłokiem na drogach. Niby mieliśmy się zatrzymać gdzieś na noc na stacji benzynowej, ale finalnie dojeżdżamy do Hostalu Rosario i tu się zatrzymujemy. Podejmujemy jeszcze próbę znalezienia czegoś bardziej ekonomicznego, ale finalnie jednak zostajemy w nim. Większość hostali za 15 USD to nory pierwszej wody z dzieloną łazienką. Wieczorem odkrywamy jednak, że czeka nas niespodziewana wizyta w szpitalu! Nie jest dobrze, niby to tylko mała ranka na plecach, ale o zdrowie trzeba dbać. Na szczęście wszystko skończy się dobrze. O chorobach i skazach nie rozmawiajmy. Pomaga nam Ivan, który mieszka w Quito.  Rekomenduje nam szpital Vosdeandes. I tak też robimy. W szpitalu poszło szybko i sprawnie, po północy jesteśmy już w hostalu…
jezu4 jezu3

jezu1

————————