Ekwador Dzień 480

Dzień czterysta osiemdziesiąty – 16. 01.2020

Wstajemy spokojnie i nieśpiesznie. Przygotowujemy się do opuszczenia Ekwadoru, więc tankujemy wszystkie kanistry jakie mamy i zbiornik do pełna, paliwo jest tu najtańsze. Potem odkrywamy, że na stacji benzynowej na której stoimy jest internet, załatwiamy więc wszystko co niezbędne. Co się okazuje??? Że Michał, nasz przyjaciel rodziny, zdecydował się odwiedzić nas na Kubie. Spędzimy tam razem czas.

aaaaa006
To pięknie. To będzie fajny i udany czas Ale ponieważ parę dni temu kupiliśmy już tam pokój (zarezerwowaliśmy), to musimy teraz trochę rozszerzyć opcję o trzecią osobę. Tak, będziemy w trójkę w jednym pokoju. 🙂
Ruszamy dalej, po załatwieniu internetowych spraw. Dojeżdżamy do Ibarra. Duże miasto, gdzie nawet mają kilka centrów handlowych, w tym Supermaxi, gdzie robimy większe zakupy. Oliwa, kiełbaski pakowane próżniowo różnej maści, przyzwoite bagietki, zapas mleka do kawy, wodę do picia, żółty ser i temu podobne. Wydajemy 40 USD, ale to chyba będzie ładny zapas na paręnaście dni. Tak przynajmniej myślimy.

aaaaa005

Dojeżdżamy do Mira, gdzie śpimy na wzgórzu z widokiem na miasto w towarzystwie pomnika Maryjki, patronki miasta. Takiego kiczu to ja już dawno nie widziałam.. Ale cóż, jaki pomnik patronki, takie i patronowanie…

aaaaa004

———————————–