Ekwador Dzień 481

Dzień czterysta osiemdziesiąty pierwszy – 17. 01.2020

Ranek cichy i spokojny, choć wczoraj do późnych godzin nocnych ludzie przyjeżdżali na punkt widokowy, na którym umieszczony jest pomnik Maryjki, patronki miasta. Jest on stosunkowo nowy, bo w grudniu 2019 nastąpiło otwarcie. Bierzemy się do pracy, bo wczoraj po południu się tak pokłóciliśmy, o głupoty oczywiście, że trzymało nas do dzisiejszego ranka. Tak. Podróże i przebywanie ze sobą 24 godziny na dobę nie jest proste, łatwe i (często) przyjemne. 🙂
Robimy sos do spagetti, wczoraj kupiliśmy niezbędne wiktuały na wielkim markecie w Ibarra, a dziś trzeba coś z tym zrobić, bo niestety papryki zaczynają gnić i pleśnieć.
Krzysiek odpala starą ruską kuchenkę na benzynę, którą w butelce wozimy teraz na bagażniku, a potem gotujemy. Wodę na herbatę, jajka i finalnie sos na spagetti.

aaaaa008
Tak ekonomicznie trzeba robić, bo gotowanie na gazie, na te butle które kupiliśmy w Peru jest totalnie nieekonomiczne. Butle w Ameryce południowej są bardzo, bardzo drogie. Gaz sam w sobie jest tani, szczególnie w Boliwii czy Ekwadorze, ale na duże butle. Małe turystyczne sprowadza się z Chin i są one drogie. W Polsce na Allegro (reklama, a co…) kupowaliśmy za 3,9 zł w hurcie. W Peru – prawie 20 zł za butlę, w przeliczeniu. Wystarcza ona, w zależności od tego co tam robimy, ale ostatnio nie gotujemy, tylko kawa i mleko rano, wiec około 4-6 dni trzeba liczyć.
Jedziemy dziś do El Angel i dalej, w kierunku Tulcan, kierunek rezerwa drzew Propylys i laguna. Dojeżdżamy na 3500 m n.p.m. Dramat, zimno i mgła dookoła, z której późnym popołudniem zaczyna siąpić kapuśniaczek. Przed rezerwatem spotykamy rowerzystów z „Kwestia Szlaku”. My jedziemy, oni dojeżdżają. Wieczorem gotujemy zupę, na dwa garnki. W El Angel na lokalnym markecie kupiliśmy ponownie warzywa, także jest z czego gotować.

aaaaa016
Wcześniej jeszcze, zanim dopedałowali tu na tych rowerach, idziemy 2,5 km na szlak wzdłuż laguny. Jest pochmurnie, mocno mgliście, ale przechadzka całkiem miła. Podziwiamy ciągnące się po horyzont drzewa Propylus, które są dosyć ciekawe w swoim wyglądzie. Właściwie nie wiadomo, do czego je porównać. Osiągają wysokość nie więcej niż 2 metry, mają jakby pień, dosyć cienki, podobny do bambusa, a gorę wieńczy taki jakby krzaczek, który kwitnie żółtymi kwiatami.
Wieczorem gadamy do ósmej, po czym idziemy spać. Temperatura spadła do 8 stopni. Wiadomo, że ogrzewanie nie będzie działać całą noc, ale próbujemy się chociaż nagrzać, śpiąc pod śpiworami i kołdrą.
Kocyki w pogotowiu. Czapka też…

aaaaa022 aaaaa042 aaaaa019
Jutro jedziemy do Tulan. Do Franciszkanów. Zobaczymy co z tego wyniknie. Podobno jest ich tam czworo, z czego jeden egzorcysta. Podobno… Jutro wszystkiego się dowiemy.

—————————-