Kolumbia Dzień 489

Dzień czterysta osiemdziesiąty dziewiąty – 25. 01.2020

Dzisiaj jest dzień który mocno odmieni nasz styl podróżowania, przynajmniej na jakiś czas. I nie ma w tym za wiele przesady. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że mamy nasz „domek” i wszystkie niezbędne rzeczy pod ręką. Dziś zaś porzucimy to „wygodne” życie, dla tułania się z plecakiem po świecie :). Ale spokojnie, tylko na jakiś czas…

nowe177

Aby być precyzyjnym, to muszę napisać, że po słabo przespanej nocy z powodu gorąca, ruszamy szybko rano dalej, na dodatek ponownie pogryzieni przez komary! Te bestie mocno dają się we znaki, gdy tylko zjedziemy na niższe wysokości. A dzisiejsza noc minęła nam na 300 m n.p.m. Około 14 dojeżdżamy do zamkniętego osiedla niedaleko Bogoty do domu Edgara. To nasz nowy znajomy, ale łączy nas wspólna pasja do Land Roverów. On jest właśnie w trakcie budowania swojego samochodu na wyprawę przez trzy Ameryki. Podobną do tej jaka my właśnie odbywamy. Edgar zaoferował nam miejsce na nasz samochód na czas naszego wylotu na „wakacje” do Meksyku.

nowe181

Rozmawiamy przez dobre kilka godzin o różnych sprawach związanych z podróżami, autami i życiem w Kolumbii.  Mamy nadzieję, że nasz domek dobrze zniesie rozstanie i poczeka na nas u Edgara. Bo kiedy wrócimy planujemy kolejne ciekawe dni i tygodnie…

W zapadającym mroku, trochę za późno, wyjeżdżamy zamówioną dla nas taksówką i jedziemy do centrum Bogoty szukać noclegu. Początkowo szło sprawnie, potem jednak kierowca coś pomylił w nawigacji i krążymy około 30 minut po mieście. Na dodatek wzmaga się deszcz, ale tylko trochę zmoczeni wchodzimy do Hostelu. A tu niespodzianka, nie ma miejsc. To znaczy są, ale tylko w najdroższym z możliwych pokoi, za prawie 50 USD za noc!. Oj, nie to nie nasza bajka, w recepcji robi sie nerwowa atmosfera, bo recepcjonista coś kręci i na dodatek lekceważy nas zajadając coś podczas rozmowy z nami. Za oknem ulewa jest już nie ziemska, krople tropikalnego deszczu sa tak wielkie, że jedna wystarcza żeby zmoczyć prawie do cna… Decydujemy się przebiec z całym bagażem jakieś 150m do kolejnego miejsca. Przemakamy doszczętnie, a w nagrodę dostajemy pokój, a właściwie „jaskinię, jak to nazywam za również mocno wygórowaną cenę 30USD. Na kolację podgrzewam pozostałe 3 parówki, które mamy jeszcze z samochodowej lodówki i po tej „kolacji” idziemy spać…

————————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.