Kolumbia – Dzień 545

Dzień pięćset czterdziesty piąty – 21.03.2020

Dzisiejszy dzień stał się niespodziewanie bardzo emocjonujący i pełen akcji. Ale może po kolei. Jak już wiecie jesteśmy na „naszym” kempingu jakby zamknięci. Co prawda fizycznie od strony drogi nie ma bramy, a właściwie pozostały po niej tylko filary boczne. Ale właściciel kazał rozciągnąć pomiędzy nimi taśmę i informacje, że ośrodek jest zamknięty.

Od strony morza zaś przestrzeń właściwie jest całkowicie otwarta. Jednak od kilku dni nie widać właściwie nikogo kto chodziłby tamtędy wzdłuż wybrzeża. A jeszcze przed tygodniem, podczas naszego pierwszego pobytu chodziło tu mnóstwo ludzi. Ale do rzeczy. Po rozmowie z właścicielem kempingu i Argentyńczykami, oraz Hiszpanami przebywającymi obok doszliśmy do wniosku, że trzeba jechać ponownie po kolejne zakupy. Wiąże się to z oficjalnym wprowadzeniem zakazu poruszania się przez okres kolejnych około 3 tygodni…

aaaaa004

Po godzinie ruszamy zatem w czterech mężczyzn jednym autem, aby nie robić zamieszania na drodze i nie afiszować się za bardzo. W znajomej wiosce pędzamy około 3 godzin uzupełniając zapasy kolejnych warzyw, owoców, makaronu, puszek z tuńczykiem itp. Dokupuje też ogromne ilości wody pitnej. Nigdy nie wiadomo kiedy może jej zabraknąć. Całe szczęście na kampingu oprócz naszej lodówki w Defenderze, dostaliśmy do użytku jedną półkę we wspólnej lodówce w kuchni. Możemy zatem część owoców i trochę mięsa tam schować. Zobaczymy czy nie trzeba będzie kombinować za jakiś czas i szukać gdzieś możliwości uzupełnienia zapasów.

oponeo5

Wracamy. W przypływie energii przeorganizowujemy nasze obozowisko. Przestawiamy namiot bardziej z boku naszego auta. Mamy nadzieję, że tu będzie więcej cienia po południu. Bo teraz słońce przypieka po 15 nas niemiłosiernie. Część jedzenia, wody i mleka składujemy w namiocie. I nareszcie można spokojnie usiąść i poczytać w necie co tam słychać z wirusem….

—————————–