aaaaa013

Kolumbia – Dzień 554

Dzień pięćset pięćdziesiąty czwarty – 30.03.2020

Dzień jak co dzień… Dzień świstaka chciałoby się rzecz, bo naprawdę niewiele się dzieje, głupiejemy, niby coś robimy ale tak naprawdę to czas upływa nam na dysputach co zrobić, bo za chwilę skończą się nam peso kolumbijskie, co zrobić jak zaostrzą kwarantannę, choć już i tak nie wolno się poruszać po drogach i takie tam różne trudne tematy. Okazało się że w Palomino, niedaleko nas utknęło 5 Polaków i właśnie dziś dostali mandat za łażenie po plaży….

Musimy bardziej zadbać o swoje zdrowie psychiczne i poważnie wziąć się do prawy. Ja nad książką, Krzysiek nad filmami… A wszystko będzie dobrze.  Rozmawiamy trochę z rodziną i znajomymi przez whatsupa, choć stosunkowo często i tak słaby internet ginie, a ostatnio coraz częstsze są wyłączania prądu.

10 dzień na campingu. 30 marca. Nie wychodzimy nigdzie. Jakie to męcząco. Jak bardzo człowiek dostaje do głowy. Obserwujemy Hiszpanów. Wzięli wodę z kuchni. W baniaku 5 galonów. Już się denerwujemy. Jak to, bo co? Zapłacili za nią. A potem znowu nie ma prądu. Ostatnio dwa dni temu przez 18 godzin nie było prądu. Dziś tylko przez 5 godzin, ale i tak jest to wkurzające. Wkrzające jest też to, ze właściciel kampingu jest taki dziamdziowaty, ze nie ma takich jaj, takiej ikry żeby coś zrobić. Ze kasuje nas za tą samą stawkę i to niemałą, bo 20 ts peso od osoby, a to przecież zdzierstwo w takich warunkach, gdzie nie ma prądu, wody w drugiej łazience, a mydło jest rozwadniane. No dobra. Ale półkę w lodówce udostępnił.

Co i tak nie zmienia faktu, ze wszystko nas wkurza.

—————————-