Dzień pięćset dziewięćdziesiąty ósmy – 13.05.2020
Ach, jak my to lubimy. Wyrwać się do miasta i zrobić zakupy. Pojechaliśmy do Exito, wszędzie naklejone lub namalowane linie, bądź oznaczone miejsca dwumetrowych dystansów pomiędzy osobami. W sklepie obowiązkowo w maseczkach, ale zaopatrzenie pełne, wszystko jest absolutnie niczego nie brakuje. Pewnie za chwilę albo i już to bardziej pieniędzy ludziom brakuje lub będzie brakować na te zakupy. My kupujemy trochę schabu, wszystko co potrzebne na rosół, bo nawet por (albo pora) znajdujemy, co nie jest łatwo. Z reguły mają tu tylko wielką zieloną cebulę, która tylko udaje pora. A przecież to kompletnie różny smak..

Odwiedzamy jeszcze Francuzów, którzy zatrzymali się w hostelu La Fatima. Spędziliśmy z nimi ponad miesiąc na campingu Casa Grande Surf. Mówią, że 22 lecą z Bogoty liniami Air France do Paryża. Oczywiście to lot humanitarny. Wszystko poza dojazdem do Bogoty i na lotnisko organizuje im ambasada. Nam się ciągle do Polski nie śpieszy. Liczymy jednak na to, że może w ciagu dwóch, trzech , czterech miesięcy otworzą granice. Wtedy wszystko będzie dobrze. Jeszcze będzie przepięknie.

Oczywiście z okazji wizyty w Stana Marta i w ogóle wyjścia z domu kupuję ceviche z krewetek. Kiedyś muszę się przymierzyć do czegoś innego w tej Cevicherii. A tymczasem znowu pyszne krewetki.
Później jeszcze myjemy finalnie auto z soli, bo jednak coś mogło zostać, od czasu kiedy opuściliśmy plażę. Szybko sprawnie za 20.000 COP pan na myjni dokonuje ablucji naszego auta. A potem już do domu. Dziś schabowe i pyszny koktajl z mango.. Odkryliśmy wspaniałe mrożone pulpy mango w ARA (tutejszej Biedronce, bo właściciel nawet ten sam..) i blendujemy z wodą. Po prostu rozkoszny koktajl..

………………………………………..





