1030. Galveston

1030 dzień wyprawy

Galveston to takie miejsce, które nie krzyczy: „atrakcja turystyczna!”, ale raczej mruga porozumiewawczo i mówi: „chodź, pokażę ci coś prawdziwego”. Wyspa u wybrzeży Teksasu, trochę zapomniana, trochę niedoceniana, z historią znacznie bogatszą, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

1029. Okrutna mgła i Houston

1029 dzień wyprawy

Jakoś tak ciepło się zrobiło, że w nocy aż nie można spać…. Rano wstajemy wcześnie… A potem jedziemy i jedziemy. POnad 200 mil do przejechania. No taka mgła że nie można wytrzymać. Jedziemy, jedziemy i jedziemy. Ale najdłuższe dwie godziny musimy przeczekać w kolejce na prom na wyspę Galvestone, gdzie mamy w parku stanowym zarezerwowany kamping.

1028. Długa droga

1028 dzień wyprawy

Dziś śpimy na dzikusa, czyli jedziemy, długa droga przed nami. Lądujemy finalnie na Cracer Barrell. I tak to wygląda.. Póki co ruszamy rano z kampingu, czym prędzej, a potem już jedziemy i jedziemy. Najpierw przez Luizjanię, która jest niesamowita bo w tej części gdzie jesteśmy cały czas są tereny podmokłe i mosty, które są tu zbudowane, są niewiarygodne.

1027. Kamping Fireside Rv Resort

1027. dzień wyprawy

Postanawiamy sie nie ruszać z naszego kampingu już dzisiaj. Byliśmy dwa razy w Nowym Orleanie, musi wystarczyć, chociaz ciągnie mnie bardzo i chętnie bym tam pojechała, ale ponad godzina drogi w jedną stronę to jakoś tak zniechęca. pozatym trzeba ugotować coś na drogę na jutro, pozatym trzeba wyprawć, poza tym może i z basenu pójdziemy skorzystać…

za pranie trzeba zapłacić kartą… nie gotówką…
Ponchatoua

Zatem szybkie pranie, pralka 3 usd, tak sama suszarka.

1026. Nowy Orlean

1026 dzień wyprawy

Wczoraj zwiedzaliśmy Bourbon Street wieczorem, o zmierzchu, a dzisiaj w świetle słonecznym, po jasności… Ta ulica jest trochę smutna, trochę nostalgiczna. Trzeba wejść w „baśniowy” klimat, czyli dobrze się narąbać, żeby nie widzieć tej biedy, tych Afroamerykanów którzy nie maja przyszłości.

1025. Wjeżdżamy do Luizjany

1025 dzień wyprawy

Mało kto pamięta, że sprzedaż Luizjany wcale nie oznaczała tylko jednej Luizjany. Dzisiejszy stan Louisiana to zaledwie kawałeczek tego, co wtedy zmieniło właściciela. W pakiecie były tereny, z których utworzono jeszcze kilkanaście stanów, więc można powiedzieć, że Stany Zjednoczone kupiły cały wielki przyszły interior za cenę kilku pałaców wersalskich.

Podróże to nasza pasja

Napisz do nas
Facebook
YouTube