Dzień jak co dzień. Z tą różnicą, że dziś budzimy się wyspani i wypoczęci. Naprawdę sprężysty materac pozwolił solidnie wypocząć. Śniadanko – płatki, tosty i sok z melona. Idziemy rzucić okiem na miasto, wypłacamy pieniądze z bankomatu i jedziemy dalej. Pogoda nie zachęciła nas, żeby dłużej zostać w La Serena, jest pochmurno, nie widać w ogóle słońca, nie jest też ciepło.
Chile – sto piąty wyprawy
Dzisiaj dzień drogi. Z planowanych 200 km do taniego campingu w Las Vilas, zrobiło się 480 km. Powodem tego byłą pogoda. Po wyjeździe ze słonecznego i upalnego Santiago, a pierwszą linią gór unosząca się mgła zrobiła się tak gęsta, ze zaczęła się skraplać na kaskach.
Chile – sto czwarty wyprawy
Wyspani wyruszamy dziś do Santiago. Rano w Vina del mar jest niewielki chłodek. Niebo przykrywa warstwa chmur, nie widać słońca. Nie ma więcej niż 12 stopni. Pakujemy się i jedziemy. Przejeżdżamy przez miasto, jeszcze raz podziwiając jego niezwykłe, strome położenie.
Po kilkunastu kilometrach za miastem, zaczęliśmy zastanawiać się, czy nie wyciągać podpinek.
Chile – sto trzeci wyprawy
Dzisiaj wycieczka do Valparaiso. Oddalony o parę kilometrów od naszego hotelu duży port w Chile. Miasto było wielokrotnie niszczone przez trzęsienia ziemi. Historia miasta jest długa, bo pierwsze wzmianki dotyczą XVI wieku. Miasto wyrasta niemal z Oceanu Spokojnego, większość domów stłoczona jest na wzgórzach, które osłaniają port.
Chile – sto drugi dzień wyprawy
Rano budzi nas słońce.. wstaliśmy późno, bo słońce późno wyszło. Andy bowiem determinują widok na słońce i jego położenie względem ruchu Ziemi. Jedziemy dziś do Vina del mar. To pięknie położona miejscowość nad samym morzem. Poranek w Chile naszego pierwszego dnia ponownego pobytu w tym kraju, przychodził dużej niż zwykle, a to z powodu wysokich gór , które zasłaniały nam słońce.
Chile – sto pierwszy dzień wyprawy
Drugi raz w Chile. To był najbardziej stresujący wjazd, jaki sobie mogłam wyobrazić. Niby widziałam na mapie, że są jakieś serpentyny. Niby widziałam, że trzeba z 4300 m n.p.m. zjechać na przynajmniej 1000 m n.p.m. w ciągu 5-10 minut początkowego odcinka trzeba było zjechać najgorsze kilkanaście kilometrów w mojej „karierze motocyklowej” co prawda mój mąż mówi, ze to najpiękniejsza droga, którą jechał do tej pory na motorze, ale we mnie odezwał się z siłą wodospadu wielki lęk wysokości i przez prawie 10 minut nic się nie dało z nim zrobić.
Argentyna – sto pierwszy dzień wyprawy
Piękny i wyczerpujący dzień dzisiaj. Rano nastawiliśmy budzik na 7.00 pierwszy raz od długiego czasu. Bo generalnie wstajemy zwykle bez zegarka miedzy 8-9. Dziś jednak plan dnia zakładał wiele punktów, w tym przekroczenie granicy miedzy Argentyną a Chile. Postanowiliśmy więc wyjechać wcześniej.
Argentyna – setny dzień wyprawy
Dopiero późnym popołudniem spostrzegliśmy, że dziś setny dzień podróży. A od rana zadecydowaliśmy, że dziś nic, ale to nic nie robimy. Co oczywiście nie jest prawdą. Pierzemy znowu pełno ciuchów, korzystając z tego, że jest piękna pogoda. Dodatkowo wysyłamy na tutejsze allegro, które się nazywa Mercadolibre, ogłoszenia dotyczące sprzedaży motocykli.
Argentyna – dziewięćdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy
Dziś dzień prania i pobieżnego zwiedzania Mendozy. Najpierw rano zjedliśmy śniadanie. Nasze śniadanie nie są zbyt urozmaicone. Albo płatki kukurydziane z mlekiem, albo ryż na mleku, albo jajecznica. To tyle co nam do głowy przychodzi w warunkach kampingowych. Dziś kolej na jajecznicę z cebulką,rozkoszujemy się więc śniadaniem i po wcześniejszym upraniu kurtki motocyklowej ruszamy do miasta.
Argentyna – dziewięćdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Dziś dzień wytężonej pracy z samego rana. Pierzemy część naszej motocyklowej odzieży. Dziś na pierwszy ogień poszły spodnie. Wszystko jest tak brudne, że już po prostu nie możemy tak jeździć. To chyba nawet szkodliwe dla zdrowia!
Zdecydowaliśmy dziś jechać do bodegi, pooglądać „na żywo”, jak wygląda produkcja wina, a przy okazji coś podegustować.