Pobudka była dziś dosyć przyjemna, z powodu wczorajszego przesunięcia czas, ponownie o godzinę wstecz. Wstajemy sprawnie, a nawet chwilkę przed czasem i wpół do ósmej jesteśmy w jadalni. Pochłaniamy jogurt, dżem i bułeczki. Zmuszam się do jednej, pomimo, że są pachnące jest dla mnie za wcześnie na posiłek.
Przez Atlantyk – osiemnasty dzień wyprawy
O trzeciej w nocy statkiem zaczyna bujać. To niechybny znak, że Afryka zostaje w tyle za nami. Żegnajcie Afrykańczycy i niekupione pamiątki z cyklu maski, figurki, magnesy i koszulki z napisem Senegal (Łukasz może nie będzie niepocieszony…).
W normalnym tempie: 28 – 30 km na godzinę – wypływamy z portu.
Przez Atlantyk – siedemnasty dzień wyprawy
A było to tak: Śpię, śpię, nagle jakiś pająk po mnie zaczyna chodzić. Ale jakiś taki wielki jest, włochaty jakby… Ciągnie mnie i szarpie…? Sen to jeszcze, czy już się obudziłem? Czuję rękę na sobie i słyszę w końcu głos:
– Krzyśku, Krzyśku wstawaj !
Przez Atlantyk – szesnasty dzień wyprawy
Dzisiejszy ranek rozpoczął się później niż zwykle. Śniadanie zostało przesunięte na godzinę 8,30. Tradycyjnie włosko – kawa, herbata i słodkie bułki.
Po śniadaniowy czas spędziliśmy w kabinie, robiąc nasze językowe lekcje, przygotowując materiały do strony, którą mamy nadzieję uzupełnić w Dakarze.
Przez Atlantyk – piętnasty dzień wyprawy
Kucharz zaprosił mnie dziś po lunchu do kuchni. Pokazał menu które przygotował na wieczorną kolację. Wszak to dziś wigilia.
Mówię do męża: ubiorę sukienkę, a Ty musisz ubrać białą koszulę i krawat. Przytaknął. Oczywiście żart, przecież nie zabrał tego na wyprawę.
Przez Atlantyk – czternasty dzień wyprawy
Wczoraj kapitan ogłosił przez radiowęzeł, że w nocy zmienia się czas obowiązujący na statku. Cofnęliśmy zegarki o jedną godzinę. Z tego powodu rano przed śniadaniem było już prawie całkiem widno.
Rozmowy przy śniadaniu:
– Zjesz płatki?
– Eee, pewnie niedobre, takie jak z Tesco.
Przez Atlantyk – trzynasty dzień wyprawy
Dziś niedziela. Mój mąż nie wstał dziś na śniadanie. Mruczał, że yymm. Więc poszłam sama na śniadanie, pogoda dziś piękna. Jesteśmy blisko Gibraltaru, jutro Wyspy Kanaryjskie.
Śniadanie jak zwykle. Czyli kawa i jakaś wędlina, słodkie bułeczki i sok. Niemiłosiernie rozwodniony sok pomarańczowy.
Przez Atlantyk – dwunasty dzień wyprawy
Siedzimy w średniej wielkości pomieszczeniu, które nazywamy świetlicą. W zasadzie są wszyscy oprócz Livii. Livia chora. Na sea sick (chorobę morską). Od 3 dni nie wychodzi z kabiny, a kabinę ma podłą, bo bez okna i z piętowym łóżkiem. To taka kabina za którą my zapłaciliśmy, ta najtańsza, ale summa summarum dali nam z oknem.
Przez Atlantyk – jedenasty dzień wyprawy
Znowu zaspaliśmy. Wczoraj późnym wieczorem ruszyliśmy dalej w stronę Dakaru, a w nocy zaczęło bujać. Ale tak bujać, bujać. Tak naprawdę. W nocy budziłam się kilkakrotnie, coś spadło z biurka, Krzysiek się zerwał w nocy, była 4 i zbierał z podłogi butelki z piciem i kubki.
Przez Atlantyk – dziesiąty dzień wyprawy
Rano wyrywa nas ze snu pukanie stewarda, że już czas na śniadanie. Zaspaliśmy. Okazało się, że wczorajszego wieczoru telefon złapał zasięg z sieci Angielskiej. Przepływaliśmy wtedy kanałem La Manche. I czas w telefonie oraz budziku przestawił się o godzinę do tyłu.