Jedziemy do Bangkoku. Jak zwykle nie tolerujemy tłumu turystów i nie kupujemy biletu na wyspie, a w każdej agencji można go kupić. Jedziemy samodzielnie, najpierw do przystani, później promem, kolejny problem, mówią nam, że autobus do Bangkoku jest pełny. Brak miejsc.
Tajlandia – pięćdziesiąty dziewiąty dzień wyprawy
Jeśli napiszę, że cały dzień nic nie robimy, tylko się relaksujemy to nie będzie to do końca zgodne z prawdą. Choć coś w tym jest. Nic nie robimy tylko wypoczywamy przed jutrzejszą wyprawą do Bangkoku. Wiemy, że miasto to powita nas niebywałymn skwarem, hałasem ulicznych aut i motocykli, jazgotem tłumu, przekrzykiwaniami sprzedawców.
Tajlandia – pięćdziesiąty ósmy dzień wyprawy
Rano podczas śniadania na które poszliśmy do restauracji nad zatokę, potwierdziło się duże ryzyko przebywania w tropikach pod palmami. 🙂 Na naszych oczach łupnął z wysokości 30 metrów ogromy owoc kokosa. 5 kilogramowy kokos spadł na plażę z ogromnym łoskotem. A gdyby tak ktoś leżał, lub przechodził… 🙂 Po śniadaniu zmieniamy miejsce leniuchowania i jedziemy do Siam Hut.
Tajlandia – pięćdziesiąty siódmy dzień wyprawy
Dziś kolejny dzień odpoczynku (czytaj: „nic nie robienia”). Rano po orzeźwiającej kąpieli w morzu, postanawiamy po raz kolejny na wyspie zmienić hotel. Noc w bungalowie była specyficzna. Głośne i regularne odgłosy jakiegoś ptaka nie pozwalały nam zasnąć do późna.
Chodzące po ścianach jaszczurki też stanowiły pewne urozmaicenie.
Tajlandia – pięćdziesiąty szósty dzień wyprawy
Rano po śniadaniu w naszym najdroższym z dotychczasowych hoteli, czujemy się zawiedzeni. Wczorajsze pierwsze wrażenie słabej jakości hotelu potwierdziło się, śniadanie było kolejną porażką. Byle jak podane, limitowana nawet kawa i tosty. W trzy gwiazdkowym hotelu jest to poniżej jakichkolwiek standardów.
Kambodża – pięćdziesiąty piąty dzień wyprawy
Jedziemy do Tajlandii. Kupiliśmy wczoraj bilet na dzieloną taksówkę do granicy przez Pailin. Dzielona oznacza, że kupuje się miejsce w samochodzie, jak się dowiedzieliśmy możliwe jest zabranie trzech osób z tyłu i dwóch na fotelu pasażera z przodu. Cóż. Kambodżańczycy są nieduzi i wąscy w biodrach (ciągle spadają im spodnie), więc we dwóch mieszczą sie zapewne na przednim siedzeniu.
Tajlandia – pięćdziesiąty piąty dzień wyprawy
No to byliśmy po odprawie. I cóż dalej – stanęliśmy przed nie lada pytaniem, bowiem wszędzie pusto i głucho. Całe przejście jest trochę senne. Podszedł do nas jakiś kierowca taksówki, zaproponował 2000 batów, za transport na Ko Chang. Popukaliśmy się w czoła.
Kambodża – pięćdziesiąty czwarty dzień wyprawy
Battambang przywitał nas porannym deszczem. Padało również w nocy, ulice były całe mokre, a z nieba sączyła się wilgoć. Około 11 w miarę się wypogodziło. Wynajęliśmy spod hotelu tuk tuka. Nie stanowi to żadnego problemu. Pod każdym hotelem, na każdym rogu stoją owe pojazdy.
Kambodża – pięćdziesiąty trzeci dzień wyprawy
Budzik na chwilę przed 6 rano zrywa nas za snu. Poranną toaletę zakłóca niezbyt miły gość. W łazience znajdujemy małą jaszczurkę koło wanny. Nie daje się wyprosić, więc dajemy jej spokój i schodzimy na śniadanie. Chwilę przed 7 godziną w recepcji pojawia się kierowca busa, który jak mówi zabierze nas do łodzi płynącej do Battambang.
Kambodża – pięćdziesiąty drugi dzień wyprawy
Kambodżańczycy, potomkowie Khmerów to niezwykle otwarci i uśmiechnięci ludzie. Po Wietnamie trudno się przestawić, ale naprawdę ludzie są tu bardziej życzliwi i bardziej serdeczni. To dziwi podwójnie, ponieważ ostatnie lata wojen i masakrycznego panowania Pol Pota, mogłoby złamać ich dusze i znieczulić.
