1109. Do Tijuany

1109 dzień wyprawy

Krzysiek piecze pyszne makowce, my z Iwonką jedziemy do Tijuany, mamy tam swoje sprawy, Wydaję sto dolarów, ale się nie zastanawiam nad tym. POtem jedziemyzjeść krewetki w Ochunie. Iwona mówi, ze to na pożegnanie. Wierzę jej, choć chcę tu wrócić.

1107. Rosarito i Tijuana

1107 Dzień wyprawy

Dziś załatwiamy parę spraw z Iwoną na mieście, potem jedziemy na lunch pierwszy z serii pożegnalnych do Casa de Leo. Kiedyś obraziłyśmy się na tą restaurację, ale dziś przeszli samych siebie. zrobiłyśmy sobie ucztę krewetkową. Najpierw ceviche, potem camaron robata Nazwa robata wywodzi się od japońskiego określenia robatayaki, co oznacza przygotowywanie potraw nad otwartym paleniskiem z węglem drzewnym.

1105. Wieloryby drugi raz

1105 dzień wyprawy

Kto raz zobaczy wieloryby, chce zobaczyć je jeszcze raz. Pierwszy raz widzieliśmy je na Alasce, kiedy to płynęliśmy do lodowca Aialik z Seward. Ale tam zobaczenie wieloryba naprawdę jest super trudne, przynajmniej my mamy takie doświadczenia. A na Baja California te wieloryby, które przypływają tutaj w okresie od grudnia do marca na okres rozrodu, są wyjątkowo widzialne, można bez przeszkód je obserwować i co ważniejsze przypływają do łodzi i można je dotknąć.

1101. Nurkowanie…

1101. Dzień wyprawy

Na 1101 dzień wyprawy zaplanowaliśmy spore atrakcje. Pobudka o 6,30, szybkie śniadanie i przepakowanie sprzętu. Postanawiamy też zostać na jedną noc dłużej w tym samym hotelu. Co prawda na recepcji nikogo nie ma, ale zostawiamy nasze rzeczy w pokoju i dodatkowo kartkę w drzwiach że prosimy o przedłużenie pobytu.

1100. Morze Corteza…

1100. Dzień wyprawy

Dzisiejsza noc była bardziej komfortowa. To znaczy przespana w większej części. Obudziliśmy się koło 6 rano dopiero. Poszliśmy „polatać” dronem nad San Ignacio. Widok z góry naprawdę robi wrażenie. Dosyć zwarte miasteczko z górująca misją na jego obrzeżach.

Podróże to nasza pasja

Napisz do nas
Facebook
YouTube