Tajlandia – dwunasty dzień wyprawy

Dzisiaj dzień zwiedzania. Narzuciliśmy od rana ostre tempo, pomimo upału udało nam się zwiedzić Wielki Pałac, świątynię Wat Pho, oraz Wat Arun.

W Świątyni Wat Pho (leżącego Buddy) moją uwagę zwrócił hałas, jakby brzęczenie dzwoneczków. Przechodząc od wejścia i posuwając się w kierunku stóp Buddy ( a jest on długi na 46 m i 15m wysoki), słychać i słychać to dzwonienie, którego nie można zidentyfikować. Przechodząc z drugiej strony Buddy, od jego tyłu (pleców?), zagadka zostaje wyjaśniona. Wzdłuż ściany Świątyni stoją ustawione coś na kształt mis na stojaczkach. Jest zwyczaj, by wrzucać pieniążki po kolei, do każdej misy. Idzie człowiek, przez ileś tam metrów, tych mis jest chyba z dwieście, i w każdą wrzuca monetę. Dodatkowo na długości rozstawienia tych mis kursuje młody człowiek, Taj, który wrzuca zawartość tych mis – brzęczące drobne monety – do wielkiego wiadra. I tak cały czas. Oczywiście zaraz za stopami Buddy usytuowany jest punkt rozmieniania banknotów. Fantastycznie marketingowo pomyślana samonapędzająca się maszyna. Genialnie.

bangkok 058

Świętynia Wat Arun, czyli Świątynia Wschodzącego Słońca jest usytuowana po drugiej stronie rzeki Manam, naprzeciwko Grand Palace (Wielkiego Pałacu). Centralnym punktem świątyni jest monumentalna Stupa, otoczona czterema mniejszymi, rozstawionymi symetrycznie, na planie kwadratu.

bangkok 420
Do świątyni można się dostać promem z przystani Tha Tien do Th THai Wang. 82 metrowa wieża, w Khmerskim stylu została wybudowana w pierwszej połowie XIX wieku. Zdobiona jest kruszoną porcelaną.
Po przepłynięciu na drugą stronę rzeki, w upale, dzielnie wspinaliśmy się po stromych i głębokich schodach, osiągając kolejne (dwa!) poziomy. Z góry rozciąga się piękny widok na panoramę miasta, rozciągniętego wzdłuż rzeki, która wraz z przyległymi kanałami stanowi ważny szlak komunikacyjny miasta. Z tego powodu Bangkok nazywany jest czasem Wenecją Wschodu.

Następnie postanowiliśmy popłynąć łodzią kursującą regularnie po rzece. Na przystani mieliśmy do wyboru trzy rodzaje transportu. Są zwykłe przystające na każdej przystani, pośpieszne i ekspresowe, zatrzymujące się tylko w kilku punktach. Chcieliśmy dotrzeć do Vimanmek Teak Mansion. Tekowego domu zbudowanego na początku dwudziestego wieku. Wejście zapewnia bilet kupiony do Wielkiego Pałacu. Niestety nasza wyprawa okazała się daremna, a to z powodu niedopatrzenia przez nas godzin jego otwarcia. Pomimo to przejażdżka sama w sobie była bardzo miła. Bilety są stosunkowo tanie, linia podzielona na 3 strefy taryfowe. Zapłaciliśmy 1,6 zł za osobę na linii pospiesznej. Na jednej z przystani można karmić ryby, wielkie sumy pływające w ogromnej ilości przy brzegu.

Na pobliskich straganach kupisz chleb, w ramach spełniania dobrych uczynków możesz kupić ryby w worku i wypuścić je do rzeki. Masz więc do wyboru – karmienie lub darowanie wolności. I już dobry uczynek spełniony, który na pewno do Ciebie wróci.
Wieczorem kolejny spacer Khao San Road. Ulica raczej senna w ciągu dnia, wieczorem przechodzi metamorfozę. Ogromna ilość wielonarodowego tłumu przeważnie młodzieży, bawi się w knajpkach, dyskotekach, salonach piękności i przeróżnego rodzaju klubach. Jemy po raz kolejny Pad Thai. Dla odważnych są i specyficzne „smakołyki”. Na kilku straganach spotykamy smażone świerszcze, żaby i jeszcze kilka nie zidentyfikowanych przez nas „robaków”. Znajdują się chętni do degustacji tych specjałów… Ja nie skorzystałem, pozostanę przy drobiu itp. Kolejna noc w hostelu okazuje się wyjątkowo głośna. Klub na parterze budynku testuje chyba moc swojego sprzętu nagłośniającego. Basy chodzą tak, że cały budynek aż drży w posadach. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego w naszej okolicy. Całość usypia dopiero nad ranem, a my razem z nimi…