Urugwaj – dzień 49

Dzień czterdziesty dziewiąty– 11.11.2018

Dzień niepodległości obchodzimy w Aquas Dulces. Po fantastycznym poranku w La Paloma nad samym brzegiem oceanu, gdzie rozbijające się o brzeg fale uczyniły nasze życie głośniejszym, jedziemy spotkać się z Martą. Wiemy tylko tyle, że mieszka w Aquas Dulces i nic pozatym. Na szczęście miasteczko jest niewielkie i bardzo szybko znajdujemy miejsce zwane cabanas Virazon, gdzie Marta wraz z mężem Miguelem prowadzą restaurację Frog i miejsce, gdzie wynajmują małe domki (właśnie zwane Cabana). Spotkanie jest niezwykle sympatyczne, Marta od razu pokazuje nam domek, w którym mamy mieszkać, daje dostęp do prądu i internetu.

Odkryliśmy dziś wielką tragedię. Nasz nieszczęsny gimbal zaczął beznadziejnie skrzypieć, co oznacza, ze nie można kręcić filmów używając dźwięku nagrywanego kamerą Gopro. Nasze rozczarowanie chińskim sprzętem jest ogromne.

Druga wielka tragedia odkryta dziś, to że Play w którym na nieszczęście przyszło nam mieć abonament na czas wyjazdu, do dostępu do bankowości i inych spraw wymagających posiadania polskiego numeru telefonu, w jakiś sposób łączy się z Internetem, pomimo wyłączonej transmisji danych i nalicza opłaty w roamingu za przesłanie danych internetowych. Jesteśmy prawie 100 USD do tyłu i tylko nas to zirytowało. Na razie wyciągnęliśmy karty i tyle. Co będzie dalej, zobaczymy.

Przez cały dzień przejechaliśmy 74 km.

Śpimy w Aqua Dulce. Na łóżku. Zycie ma sens. Marek przesłał nam dziś pozdrowienia. Grande Africa jest już w Santos. Niektórzy cierpią.