426 dzień wyprawy
Coraz lepiej już z przesunięciem czasowym. Nie budzimy się już o pierwszej w nocy. Tylko dziś po piątej. Jest postęp. Nie wiem jak to będzie gdy wrócimy do Meksyku, ale nie cas i miejsce, by się nad tym głowić
Już o 7 byliśmy na śniadaniu. Nowe miejsce, oczekiwaliśmy czegoś innego. Nie było najgorzej, ale na nieszczęśnie nie ma ekspresu do kawy, wobec tego jednak kawa jest niesmaczna. Zjedliśmy sprawnie i już po ósmej ruszyliśmy w stronę przystani.

Czekał nas dziś rejs łodzią na wyspę Miyajima. Ruszyliśy zatem z przystani tuż przy moście Motoyasu w stronę miejsca, które miało nas oczarować.




Co warto zobaczyć na wyspie Miyajima
Na wyspę przybiliśmy w ciągu pół godziny. Najpierw kanałami wzdłuż miasta, potem wypłynęliśmy na morze, gdzie mijaliśmy ogromne połacie hodowli ostryg. Na szczęście zdecydowaliśmy się wypłynąć o 9, także było sporo ludzi, ale gdy wracaliśmy po 14 ludzi było ze trzy razy więcej. Tłumy po prostu.
Miyajima zwana też Itsukushima jest miejscem słynnym z wielkiej bramy torii i chramu (miejsca kultu). To trzeba oczywiście zobaczyć. To konstrukcja świątyń posadowiona na pomostach. W wodzie stroi efektowna brama torii.













Oczywiście trzeba też wjechać górę Misen. To najwyższy sztyt na wyspie Miyajima. Wjeżdża się tam kolejką linową, a w zasadzie dwoma. Do głównych atrakcji na górze Misen jeszcze trzeba z godzinę podejść.

Zwiedzamy jedną świątynie drugą, trzecią. Gorąco. Coraz goręcej, bo jesteśmy też na 500 mnpm. Ale ogólnie dzisiaj bardzo gorący dzień. Na górę MIsen trzeba wejść. Trafiamy w świątyni na nabożeństwo. Ludzie zdejmują buty, wchodzą do środka, intonują jakieś pieśni.


Zamek w Hiroszimie (Hiroszima castle)
Zjeżdżamy po około dwóch godzinach na dół, na poziom morza. Tak jak napisałam wcześniej ludzi po prostu jak mrówek. Straszne ilości. Chcemy wrócić do Hiroszimy i coś zjeść. Ale już czujemy, że nie damy rady. Wobec tego decydujemy przepłynąć krótki dystans na „stały ląd’ do Miyajimaguchi i wchodzimy do 7Eleven. Bierzemy coś na ząb, a potem łapiemy JP. Czyli pociąg do Hiroshimy.

Pomimo, że nogi odmawiają posłuszeństwa decydujemy, że zobaczymy jeszcze zamek w mieście. To siedziba dawnych Shogunów. W zamku jest pięć pięter, ledwo idziemy. Ale musimy wszystko obejrzeć. Wiemy już po chwili, że zamek w 1945 po wybuchu bomby atomowej całkowicie został zmieciony z powierzchni zmieni. w 1958 go odbudowano. Zachowało się parę artefaktów, mieczy, sztyletów, pistoletów.


Potem już wykończeni wracamy do hotelu. jem jeszcze sushi. najem się w tej Japonii sushi za wszystkie czasy. Krzysiek decyduje się na makaron. Zjada w pokoju…

Znowu jesteśmy wykończeni. Jutro jedziemy do Kioto…
28.04.2024
—————————





