909 dzień wyprawy
Wstajemy jak zwykle, zwarci i gotowi do drogi. Sniadanie i ruszamy. Jedziemy prosto do Teton, to znaczy za „bramkami” wjazdowymi odczepiamy Buicka i ja z Danielem i Wiesią ruszamy na teton a Krzysztof na kamping, ustawić Luisa i zobaczyć jak tam. Wszystko też po to by nie ciągnąć Luisa po parku bo nie ma takiej potrzeby, a i my też szybciej mozemy jechać do Paru i tam zobaczyć, jak wyglądają potęzne góry Teton. Jak zwykle to miejsce robi na mnie wrażenie. To naprawdę super potężne góry, które widać z daleka. Nie tak, że są otoczone górami, i wjeżdzą sie do nich stopniowo Po prostu od razu, z gruber rury stoją potężne pionowe niemal skały a tuż obok prawie płaskie łąki, na których można wypatrzyć bizony. Jest moc. Do tego jeziora, wielkie, rozległe, bardzo czyste, bo to przecież park narodowy.



Mamy przygotowane lunch boxy także spokojnie jemy na łonie natury, tuż przy Jenny Lake. Pod wieczór wracamy na kamping, tam już Krzysztof wszystko przygotowa, robimy gril i jest pięknie.

24.08.2025



